aks

Po prostu Madlib


Kil­ka tygod­ni temu zostałem popros­zony przez Flinta o wyse­lekcjonowanie pię­ciu ulu­bionych utworów, w których palce maczał Madlib i opa­trze­nie ich spon­tan­icznym komen­tarzem. Z tego typu prośbą Marcin zgłosił się równole­gle do kilku zac­nych per­son z branży muzy­cznej, m.in. Rad­ka Mis­zcza­ka, Fil­i­pa Rauczyńskiego, Druha Sławka czy Sebas­tiana Jóźwia­ka. A że próśb takich się nie lekce­waży, typy swo­je w wyz­nac­zonym ter­minie podesłałem.

Czy­taj więcej »Po pros­tu Madlib

Fatum?

Pięć lat temu grali tydzień przed wese­lem mojej siostry. OLT nie ist­ni­ało (zresztą tak samo jak dziś), więc trasa KRK-GDN to wyprawa życia, na którą wtedy nie mogłem sobie poz­wolić. Szcz­erze przyz­nam, że był to jedyny Open’er, który opłaku­ję do dziś — grało tam również Beast­ie Boys i to aż dwa razy — instru­men­tal­nie w namio­cie i klasy­cznie na sce­nie głównej.

Cztery lata temu z różnych oso­bistych powodów nie mogłem dojechać do Warsza­wy… Przez kole­jne miesiące w kółko słuchałem nagranego przez Hen­nwilla bootle­ga, pow­tarza­jąc w nieskońc­zoność: “trze­ci raz nie prze­gapisz… trze­ci raz nie prze­gapisz!”.

Czy­taj więcej »Fatum?

Cześć!

Czys­ta for­muła, start od zera.

Wiele razy przymierza­łem się, by zacząć. Zawsze zatrzymy­wałem się na etapie wyboru skór­ki do Word­Pres­sa, czy wiel­kich planach związanych z tem­atyką pub­likowanych tek­stów.

Think­ing too much, doing too lit­tle. A zawsze chodz­iło prze­cież tylko o to, by pisać.

Czy­taj więcej »Cześć!