Muzyczny alfabet 2015 [świat]

Categories muzyka

[A – B] [C – D] [E – F] [G – H] [I – J] [K – L]
[M – N] [O – P] [Q – R] [S – T] [U – W] [X – Z]

S jak Semi Hendrix

Kolejne odkrycie poczynione przy okazji poszukiwań kandydatów do poniedziałkowych Sztos Alertów.

Wspólny projekt Ras Kassa i Jacka Splasha. Pierwszy ma na koncie współpracę z Apollo Brownem i wspólne numery z Pharoahe Monchem, Talibem Kweli, Kendrickiem Lamarem czy Wu-Tangiem. Drugiego wymieniałem już w tym zestawieniu przy okazji projektu Cool Uncle, ale poza tym ma w dorobku produkcje dla Kendriczka, Mary J Blinge czy Johna Legenda.

Jestem wielkim fanem Alice Russell. I trafiłem na nich za sprawą jej gościnnego refrenu w utworze „Gotta Get A Grip”. Zresztą bardzo dobrze przyjętego przez czytelników cyklu Sztosów. Im dalej wsłuchiwałem się w płytę, tym ciekawiej było. Przepełnione funkiem i soulem, bujające bity, przyjemnie płynący po nich Kass i ciekawi goście w postaci wspomnianej Alicji, CeeLo Greena czy Kurupta. Wszystko to sprawiło, że zostałem z tą płytą na dłużej.

Płyta spójna, choć zmienna nastrojowo. Są tu imprezowe petardy („Gotta Get A Grip”, „I.T” czy „Sex Pistol”), są przepełnione breakami numery dla b-boyów („Loogies”, „Don’t hurt my feelings”, „Loogies”), są i wolniejsze numery („Jesus pressed mute”, „M.A.S.H.”). Z pewnością ta płyta nie może przejść niezauważona, więc z całą odpowiedzialnością polecam ją hiphopowym głowom.

S jak STS x RJD2

Otwierający ten krążek „Doin’ It Right” jest przepiękną wizytówką brzmienia całego albumu. Ktoś tam sobie gwiżdże, w tle brzęczy gitarowy riff, po chwili wjeżdża sekcja dęta, a tłusty hiphopowy bit zamykający się uderzeniem w perkusyjny talerz. Dalej na płycie znaleźć można dużo dęciaków, głębokiego pulsującego basu i partii klawiszowych.

Brzmienie wokalu STSa i jego wyluzowane flow ma na tej płycie ogromne znaczenie. Próbowałem ten materiał odsłuchiwać w wersji instrumentalnej i w tej formie są po prostu nudne.

Nagle okazuje się, że we wspomnianym na początku „Doin’ It Right” gwizd nie jest samplowany, a wykonywany właśnie przez STSa. Odejmując ten element z bitu, numer trafi na charakterystycznym elemencie, którego po pierwszym usłyszeniu nie jestem w stanie wyrzucić z głowy.

„STS x RJD2” to fajny letniak do posłuchania przy basenie smażąc mięcho na grillu.

https://www.youtube.com/watch?v=UxYDx2ZZgFk

S jak Scratch Bandits Crew

Mamy w Polsce takie świadowe zawody didżejskie, które przyznają tytuł mistrza świata. Wymyślili je Polacy, startują głównie Polacy i tymi mistrzami świata zostają głównie Polacy… Przypadek?

Przez dwa lata z rzędu w kategorii „Show” zwyciężali Steve Nash i Funktion. O tym pierwszym wspominałem tu w kontekście świetnego projektu Steve Nash & Turntable Orchestra, o tym drugim – kilka razy przy okazji wspominek z imprezy organizowanej z okazji 30. urodzin (grał wtedy koncert w klubie obok; zajrzał do nas, spodobało się do tego stopnia, że postanowił zagrać). Panowie swoje live-acty budują tak, że jeden drapie w czarną płytę, a drugi stuka w pady i dogrywa różne rzeczy na klawiszach.

I po co ja o tym tutaj? Bo francuski duet Scratch Bandits Crew robi to dokładnie w takiej samej formule. Na ich „Stereo 7” znaleźć można trochę elektronicznych bitów, trochę funkowych trąbek oraz garść klasycznych hiphopowych numerów.

Włączam „play” i próbuję odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Steve Nash z Funktionem nie wydali jeszcze wspólnej płyty?!

S jak Slayer

Bycie ignorantem ma swoje plusy.

Bo nie muszę wdawać się w dyskusję czy płyta wydana pod wodzą Kerry’ego Kinga brzmi gorzej od tych nagrywanych przed śmiercią Hannemana. Albo czy kolejny powrót Bostapha za bębny to dobra decyzja. Nie wiem tego.

Różne recenzje na temat tego albumu czytałem. Od peanów na Onecie, po hejty ze strony „środowiska”. Choć przyznam szczerze, że wbrew „środowiskowym” opiniom dla mnie

Są takie zespoły, od których oczekujesz pewnej jakości. I nawet jeśli jesteś niedzielnym słuchaczem, to potrafisz ocenić czy dostajesz odrzuty, czy towar pierwszego sortu. I ja osobiście mam w głębokiej dupie co myśli środowisko. Może nie tak dobrze, jak na uwielbianej przeze mnie „Diabolous in musica”, ale generalnie jest git. Płyta ta robi swoją robotę. Czyli sprawdza się idealnie wtedy, gdy potrzebuję potężnej dawki gitarowej sieczki na oczyszczenie głowy.


 

T jak Tuxedo

Pierwszy raz z tym projektem zetknąłem się dwa lata temu za sprawą „Do it”. I przyglądałem się z ciekawością rozwojowi sytuacji, mając ogromną nadzieję, że trzy opublikowane na Soundcloudzie utwory nie będą jednorazową współpracą. Szczęśliwie Mayer Hawthorne oraz Jack One postanowili dać szansę temu projektowi i stworzyć pełnowymiarowy album.

Co ciekawe – to znowu płyta w stylistyce nawiązująca do funku i disco z lat 80tych. Wątek ten przewinął się w tym zestawieniu już kilka razy. A jednak każdy z nich jest zupełnie od siebie inny. Brzmienie sprzed dwóch czy trzech dekad jest zaledwie inspiracją i punktem wyjścia. Ale każdy z nich idzie w swoim kierunku.

„Tuxedo” najbliżej do tego klasycznego brzmienia. Jest najbardziej wierne tamtym czasom. Ale w tym wszystkim jest szczere. I niesie ze sobą sporo radości.

A „Do it” jest imprezowym szlagierem, który potrafi rozgrzać parkiet do czerwoności. Testowałem – potwierdzam.


[A – B] [C – D] [E – F] [G – H] [I – J] [K – L]
[M – N] [O – P] [Q – R] [S – T] [U – W] [X – Z]