ratm

Piąteczka #51

Idąc za ciosem — dziś znów dowożę kon­tent pre­mi­um.

Przy­na­jm­niej tak mi się wyda­je. Zwery­fikuj mój osąd i daj znać jak poszło. Najlepiej w formie laj­ka, komen­tarza i udostęp­nienia. Nie żebym cokol­wiek sug­erował.

Czy­taj więcej »Piątecz­ka #51

Pierwsze koncerty

Jak­iś czas temu napisałem, że gdy­bym miał stworzyć listę kon­certów – marzeń, to składała­by się z trzech pozy­cji. Znalazły­by się na niej: Rage Against The Machine, Beast­ie Boys oraz The Roots.

Pier­wszego raczej nie zobaczę, drugiego nie zobaczę na pewno, trze­ci — mimo początkowego fatum — ostate­cznie udało mi się zal­iczyć. Ale mogę się cofnąć w cza­sie i zobaczyć ich pier­wsze kon­cer­ty. A Wy razem ze mną. Jeśli to w ogóle kogokol­wiek intere­su­je.

Czy­taj więcej »Pier­wsze kon­cer­ty

Piąteczka #4

Uszanowanko. Po raz czwarty.

Dzisi­aj znów zmuszam Was do czy­ta­nia. I oglą­da­nia. I słucha­nia.

O pewnym krakowskim hotelu, pro­jek­cie na Kick­starterze, nowym pro­jek­cie gitarzysty RATM oraz o graf­fi­ti.

Smacznego.

Czy­taj więcej »Piątecz­ka #4

QueboGate

Marek Sie­roc­ki na wiz­ji źle przeczy­tał pseudon­im Kuby Grabowskiego, który w rap grze przed­staw­ia się jako Que­bonafide.
Dzi­wnym nie jest, bo to jeden z najbardziej poła­manych pseudon­imów na rodz­imym pod­wórku.

Nie wrzu­ciłem lin­ka do Jutu­ba na Fejsa. Nie pisałem heheszkowych komen­tarzy.

Sta­ję w obronie Pana Mar­ka, a winą obar­czam artys­tów…

Czy­taj więcej »Que­bo­Gate

83 til infinity, czyli ponad 30 płyt minęło (cz.1)

W związku z hucznie świę­towany­mi w zeszłym roku trzy­dzi­esty­mi urodz­i­na­mi, miałem w planach muzy­czne pod­sumowanie tego co wydarzyło się w moim życiu od ’83. Z pos­ta — jak zwyk­le w moim przy­pad­ku — nic nie wyszło, a sam tem­at jak­iś czas później Bombel sprząt­nął mi sprzed nosa. I choć czy­ta­jąc jego listę poczułem się wywołany do tabl­i­cy, stworze­nie samej listy spraw­iło mi nie lada zag­wozd­kę. Z ostate­cznego zestaw­ienia chy­ba jestem zad­owolony na tyle, by jego pier­wszą część zaprezen­tować dziś, czyli równo na miesiąc przed kole­jny­mi urodz­i­na­mi.

Czy­taj więcej »83 til infin­i­ty, czyli pon­ad 30 płyt minęło (cz.1)

Epickie koncerty

Obsługu­ją­ca pewną markę sportowo-odzieżową agenc­ja albo/albo rzu­ciła ostat­nio na fan­pe­jdża tejże mar­ki całkiem fajny tem­at, który zmusił mnie trochę do pogrze­ba­nia w pamię­ci. Który kon­cert / live act jest według mnie najbardziej klasy­czny? Przez głowę przewinęła się cała masa świet­nych kon­certów, które najpierw oglą­dałem na MTV czy Vivie, potem ścią­gałem z Soulsee­ka, by ostate­cznie wygrze­by­wać je na jutubie.  Cóż, trud­no było­by wybrać jeden. A w zasadzie… czemu miałbym?

Zebrałem więc w jed­nym miejs­cu trzy dosyć ważne dla mnie kon­cer­ty, choć jest ich zde­cy­dowanie dużo więcej. Docelowo być może pow­stanie z tego jak­iś bardziej niereg­u­larny cykl. Dzisiejszy wpis to praw­ie sie­dem godzin muzy­ki na żywo choć w formie. Poz­draw­iam.

Czy­taj więcej »Epick­ie kon­cer­ty