83 ’till infinity. Odcinek 4: Wyga oraz Decó i Szpilersi

Categories muzyka, osobiste

Jeden z ostat­nich postów zapowiada­ją­cych zbliża­jącą się coraz więk­szy­mi kroka­mi imprezę urodzi­nową. Dzisi­aj przed­staw­iam (chy­ba) ostat­nią niespodziankę doty­czącą wiec­zornego line-upu. Udało nam się namówić do zagra­nia krót­kich setów kon­cer­towych wykon­aw­ców, którzy w znacznym stop­niu przy­czynili się do tego, że od pon­ad dekady żyję rapem.

Pol­skiego rapu słuchałem od zawsze, jed­nak tak naprawdę wes­sało mnie na początku 2000 roku, wraz z pojaw­ian­iem się pier­wszych płyt wydawanych nakła­dem Asfalt Records i przez wiele kole­jnych lat ich logo było gwarancją solid­nej jakoś­ci. Dosyć szy­bko pier­ws­zo­planowy­mi posta­ci­a­mi w ich szere­gach stali się Ostry i Fisz, pozostałych wykon­aw­ców spy­cha­jąc nieco na dal­szy plan. Gdy w ramach fas­cy­nacji kat­a­lo­giem wydawniczym Asfal­tu w moje łap­s­ka trafiły albumy “A miało być tak pięknie” Afron­tów oraz “Powrót do przeszłoś­ci” Sty­lowej Spół­ki Społem zrozu­mi­ałem, że znalazłem to, czego w rapie szukałem od początku — prze­siąknięte funkiem i soulem bity oraz charyz­maty­cznych rap­erów w doskon­ały sposób baw­ią­cych się słowem. Wtedy nawet nie wyobrażałem sobie, że Jasiek z Afron­tów i Decó z SSS zagra­ją na moich trzy­dzi­estych urodz­i­nach.

Wyga

Lata świ­etlne temu, w mar­cu 2006 roku, znalazłem gdzieś w sieci infor­ma­cję, że w moim rodzin­nym mieś­cie rusza nowa inic­jaty­wa pod nazwą Break­Fest. Mieszkałem wtedy już w Krakowie i pewnie infor­ma­c­ja ta nie zro­biła­by na mnie więk­szego wraże­nia, gdy­by nie fakt, że na owym wydarze­niu na sce­nie obok orga­ni­za­torów gra­ją­cych pod szyl­dem Ekspan­dor (wów­czas nic mi nie mówią­ca nazwa) pojawi się… Afront.

Kas i Jasiek byli wtedy niecałe dwa lata po wyda­niu debi­u­tanck­iego krąż­ka i uważałem ich skład za jeden z najbardziej niedoce­ni­anych tworów w his­torii pol­skiego rapu (lata minęły, a ja nadal tak uważam). Decyz­ja była pros­ta — wpisałem datę w kalen­darz i zacząłem odliczanie do wydarzenia.

W dniu imprezy, już na miejs­cu, okaza­ło się, że Ekspan­dor to pro­jekt muzy­czny ludzi, z który­mi stykałem się już w cza­sach liceal­nych, przez co wieczór ten stał się jeszcze przy­jem­niejszy. Kon­cer­ty się odbyły, ludzie zaczęli się roz­chodz­ić, a mnie przy barze zaczepił Janek i zaczęliśmy roz­mowę, która prze­ciągnęła się do późnych godzin noc­nych. Okaza­ło się, że z per­spek­ty­wy sce­ny w trak­cie ich kon­cer­tu moż­na było mnie potrak­tować jak ludz­ki prompter. Dzi­wnym nie jest, sko­ro psy­chofanem byłem, jestem i będę zawsze. Jak­iś czas temu powołałem nawet do życia Afront Ultras, które z cza­sem przek­sz­tał­cil­iśmy w ofic­jal­ny kanał komu­nika­cyjny Afron­tów z fana­mi. Żału­ję strasznie, że wraz z odd­ala­jącą się per­spek­ty­wą wyda­nia kole­jnej wspól­nej pły­ty przez chłopaków umiera trochę ta społeczność, ale na to już więk­szego wpły­wu mieć nie będę.

Mijały lata, spo­tykaliśmy się na kole­jnych kon­cer­tach i przy­jaźń się zacieś­ni­ała. Cztery lata temu wspól­nie powołal­iśmy do życia Exformers.com, które w tym roku przek­sz­tał­cil­iśmy z ser­wisu piszącego subiek­ty­wnie o kul­turze w całkiem nieźle rozkrę­ca­jące się stu­dio pro­duku­jące klipy. Cza­sem zaskaku­jące jest to, w jakim kierunku mogą rozwinąć się przy­pad­kowe impre­zowe zna­jo­moś­ci :)

Janek mimo tego, że wciąż nie jest rap­erem z zawodu, w tema­cie nagrań jest dla mnie tytanem pra­cy. W chwili obec­nej ma na swoim kon­cie całkiem pokaźną ilość wydawnictw — trzy pły­ty z Afron­tem (pier­wsza nigdy się nie ukaza­ła), trzy krąż­ki z rapcore’owym Bak­flipem (wlicza­jąc epkę “Agent Orange”), jed­ną solówkę i wydany ostat­nio debi­u­tanc­ki album Pol­skiego Karate. A poza tym całą masę gościn­nych wys­tępów na pły­tach różnych artys­tów. I z tego co wiem, nie jest to jego ostat­nie słowo. Nadal czekam na kole­jny, przekładany już od kilku lat krążek Bafk­li­pa, na kole­jne solo, mam nadzieję, że na kole­jne Karate, ale przede wszys­tkim — pókim żyw, nie tracę nadziei na kole­jny Afront.

W trak­cie pra­cy nad “Wyga.co”, czyli debi­u­tancką solówką, zaczął współpracę z Flipem — młodym Dulewiczem, który stanął u jego boku jako didżej. Infor­ma­c­ja ta mogła­by być bła­hostką, gdy­by nie fakt, że Fil­ip ma trzy­naś­cie lat i w chwili obec­nej zja­da swoi­mi umiejęt­noś­ci­a­mi więk­szość ludzi, którzy na tej sce­nie sto­ją od lat kilku­nas­tu. Mam nadzieję, że familii D. także uda się dotrzeć do Poligamii i będziecie mogli zobaczyć didże­ja wari­a­ta w akcji.

Decó i Szpilersi

Jak­iś czas temu wspom­i­nałem, że cza­sem mam dość Krakowa, bo jest męczą­cy, cias­ny, duszny i turysty­czny. Ale to co cza­sem przek­li­nam, uważam też za jeden z najwięk­szych atutów tego mias­ta. Her­me­ty­czność tute­jszego środowiska hiphopowego gwaran­tu­je, że prędzej czy później zaczy­nasz przy­bi­jać piąt­ki z ludź­mi, których kari­ery śledzisz od daw­ien daw­na.

Tak też zaczęła się moja zna­jo­mość z Deck­iem. Zawsze zatrzymy­wałem się pod pom­nikiem Mick­iewicza, żeby popa­trzeć jak krę­ci się na głowie z załogą tancerzy, mijal­iśmy się przy okazji różnych imprez granych przez Przeplacha czy niewielu kon­certów Sty­lowej Spół­ki. Ale fak­ty­cznie trochę bliżej poz­nal­iśmy się dosyć późno — w 2010 roku przy okazji kręce­nia klipu do “Don’t stop the body rock”, przy którym robiłem (trochę samozwańc­zo) obsługę foto i gdzieś tam przy okazji wyświ­etliłem swo­ją gębę.

Daw­id jest niezwyk­le pozy­ty­wnym wari­atem, który swo­je życie poświę­cił w całoś­ci hip hopowi. Orga­nizu­je i sędz­i­u­je na zawodach b-boy­owych. Wciąż moż­na spotkać go tańczącego pod Mick­iewiczem. Wydał trzy pły­ty z SSS (dwie trafiły do ofic­jal­nego obiegu). Jest wielkim fanem grze­ba­nia w krat­ach z pły­ta­mi. Ostat­nio wypuś­cił pro­du­cenc­ki mik­ste­jp, w całoś­ci zsam­plowany z płyt artys­tów pochodzą­cych z Europy Wschod­niej (przy pro­mocji którego dałem ciała, bo mimo składanych obiet­nic wspar­cia ze strony Exform­ers, nigdy nic z tego nie wyszło — Daw­id, kajam się!).

Ale przede wszys­tkim, bez żad­nej wazeliny mogę stwierdz­ić, że jest w mojej oso­bis­tej czołów­ce najlep­szych rap­erów w Polsce. Aktu­al­nie pracu­je nad nowym, solowym mate­ri­ałem. Planu­je go zaprezen­tować w Poligamii, gdzie wys­tąpi ze Szpil­er­sa­mi, czyli Pandą na perkusji i Sad Manem za deck­a­mi. Mam nadzieję, że nie zabraknie jakichś starych spółkowych numerów, z “Don’t stop…” na czele.

- — - x x x — - -

Tym postem zamykamy już chy­ba impre­zowy line-up. Z urodzi­nowych niespodzianek został w zasadzie już chy­ba tylko post prezen­tu­ją­cy syl­wetkę auto­ra odpowiedzial­nego za pow­sta­ją­cy plakat. Udało się oga­r­nąć na prawdę świet­nego artys­tę i nie mogę się doczekać, żeby zaprezen­tować Wam efek­ty jego pra­cy. Obiecu­ję, że nastąpi to wkrótce.