Piąteczka #21

Kole­jny tydzień jak Kukucz­ka zle­ci­ał.

Plus jest taki, że dziś piątek. Jeszcze tylko została Wam lek­tu­ra Piątecz­ki i… ogłaszam weekend.

Piąteczki od Pitchforka

Cza­sem aż pod­skaku­ję z wraże­nia, gdy ori­en­tu­ję się jak dużo niesamowitej jakoś­ci mate­ri­ałów odkry­wam z opóźnie­niem. Przykład pier­wszy z brzegu — świet­ny cykl pub­likowany od sześ­ciu lat na Pitch­forku. Prze­gapiłem, bo nie jestem wiernym czytel­nikiem tego ser­wisu. Ot, po pros­tu — cza­sem zaglą­dam, czy­tam tekst i zamykam.

A “5–10-15–20” to cykl w ramach którego zaproszeni muzy­cy pokazu­ją jak ksz­tał­tował się ich gust na przestrzeni całego życia. Się­ga­jąc do początków, opisu­ją pier­wsze wspom­nienia muzy­czne z cza­sów, gdy mieli pięć lat i następ­nie prezen­tu­ją swą podróż po świecie dźwięków w odstę­pach pię­ci­o­let­nich. Coś jak rozpoczęte tu 30 płyt minęło tylko bardziej skon­den­sowane. Swo­je his­to­rie opowiadali tutaj już m.in. Dam-Funk, Cari­bou, Cani­bal Ox, Carl Craig, Franz Fer­di­nand, Jamie Lidell, RZA, Fly­ing Lotus czy Pusha‑T, więc spodziewać się moż­na sporej różnorodności.

W najświeższym odcinku o swoich odcinkach opowia­da Steve Mar­tin. Tak, TEN Steve Mar­tin. George Banks z „Ojca Pan­ny Młodej”, inspek­tor Clouse­au z „Różowej Pan­tery”, C.D. Bales z „Rox­anne” czy sierżant Bilko z… „Serżan­ta Bilko”.

Bo okazu­je się, że Steve gra na ban­jo. Właśnie wychodzi jego najnowszy album, nagrany w kolab­o­racji z Eddie Brick­ell „So Famil­iar”.

Przyz­nam szcz­erze — tego też nie wiedzi­ałem. Ale wybaczam sobie, bo wielkim fanem blue­gras­su nie jestem.

W każdym razie — Panie, Panowie, Panie — przed Wami muzy­cz­na his­to­ria życia Steve’a Mar­ti­na: [ KLIK KLIK KLIK ].

steve

Warto też prze­jrzeć wcześniejsze zestawienia.
O, tutaj: [ KLIK KLIK KLIK ]

Wystawka Dam-Funka

A sko­ro już wspom­ni­ałem w poprzed­niej częś­ci Dam-Fun­ka… Pewnego razu zapakował do swo­jego bagażni­ka część swoich syn­teza­torów, wybrał się z nimi pod siedz­ibę wytwórni Stones Throw i zor­ga­ni­zował wystawkę.

Tego popołud­nia moż­na było wypróbować sprzęt, kupić go za grosze lub po pros­tu najzwycza­jniej w świecie przy­bić piątkę z artys­tą i zamienić dwa słowa. Uwiel­bi­am takie akc­je i bard­zo szanuję.

HuffingtonPost o łódzkich muralach

Życie kil­ka razy udowad­ni­ało mi, jak mały jest świat. 10 lat temu wybral­iśmy się z Karolą na fes­ti­w­al reggae’owy do Ostródy. Sami, zupełnie w ciem­no. Na miejs­cu okaza­ło się, że spotkaliśmy tak liczną ekipę zna­jomych z rodzin­nego mias­ta, że roz­bil­iśmy wspól­ny obóz na polu namiotowym (poz­dro Anna, poz­dro Michał!).

Innym razem spaceru­jąc późnym wiec­zorem po uliczkach Barcelony usłysza­łem kogoś mówiącego po pol­sku. Pięć sekund później okaza­ło się, że przede mną idzie Daniel Drumz z małżonką. A razem z nimi założy­ciel Diggin.pl — Tomek Greb­ber, z którym znałem się tylko wirtu­al­nie (poz­dro Daniel, poz­dro Maja, poz­dro Tomek!).

Ostat­nio odezwała się do mnie mieszka­ją­ca w Krakowie czytel­nicz­ka tego blo­ga (poz­dro Alic­ja). Okaza­ło się, że nasze bab­cie są sąsiadkami.

Kil­ka lat temu mejlowałem, jeszcze za cza­sów Exform­ers, mejlowałem sobie z Michałem Bieżyńskim na tem­at powoły­wanej właśnie do życia Fun­dacji Urban Forms i jej planach związanych z pier­wszy­mi murala­mi w Łodzi. Wymienial­iśmy kore­spon­dencję dobrych kil­ka tygod­ni, gdy okaza­ło się całkiem przy­pad­kiem, że w sum­ie to moi rodz­ice kupili od jego dzi­ad­ków ziemię 15 lat temu. I ter­az są bliski­mi przyjaciółmi…

Michał miał prosty plan. Zor­ga­ni­zować w tej szarej, pofab­rykanck­iej Łodzi jed­ną z najwięk­szych galerii wielko­for­ma­towego graf­fi­ti w Europie. I kon­sek­went­nie wciela go w życie. Pięć lat później łódzkie kamienice pokry­wa już 45 prac. Autorstwa takich tuzów jak Os Gemeos, Aryz, Roa czy Etam Cru. Sam Michał koor­dynu­je tem­at co praw­da już nie w ramach Fun­dacji Urban Forms, a po pros­tu pod nazwą „Łódź Murals”. A o nim i o tym nowym pro­jek­cie piszą takie ser­wisy jak Huff­in­g­ton­Post. DUMA!

Swo­ją drogą, wciąż nie udało się zobaczyć wszys­t­kich prac. Mam nadzieję, że w 2016 uda mi się zal­iczyć, którąś ze zor­ga­ni­zowanych wycieczek objaz­dowych. Albo może nawet i pry­watne oprowadzanie przez kustosza?

Zobacz tutaj: [ KLIK KLIK KLIK ]

Covers

Lubię ładne rzeczy. Na przykład dobrze zapro­jek­towane książki.

I mam ogrom­ny sen­ty­ment i sporą miłość do starych wydawnictw naukowych. Ktoś wpadł na sza­lony pomysł i okład­ki takich wydawnictw (anglo­języ­cznych)… wpraw­ił w ruch. Efekt niecodzienny.

Te rutyny

Łóżko. Mycie zębów. Dro­ga do pra­cy. Osiem godzin przy kom­pie. Dro­ga z pra­cy. Obi­ad. Telewiz­or. Kolac­ja. Kom­put­er. Prysznic. Mycie zębów. Łóżko. Powtórz.

Brz­mi znajomo?

Fran­cus­ki artys­ta uświadomił sobie kiedyś, że pokony­wał tą samą trasę codzi­en­nie przez cztery lata. O tej samej porze, tą samą trasą. Po tym samym chod­niku, mija­jąc te same budyn­ki. I w ten sposób pow­stał pro­jekt „Rutyny”.

Autor rekomen­du­je, by przed rozpoczę­ciem oglą­da­nia ani­mowanych fotografii odpal­ić poniższy utwór. Na stron­ie dźwięk umarł, więc kliknij tutaj, przewiń w dół i zobacz krótką zajawkę projektu…

07

09

10

…a następ­nie kliknij, by zobaczyć pełen pro­jekt: [ KLIK KLIK KLIK ].
Spoko. Możesz. Na dziś już tu skończyliśmy.


Aha. Jak­byś­cie przeoczyli, to pow­stało archi­wum poprzed­nich odcinków.
O, tu: [ klik ]

Swo­ją drogą, jestem na Bloglovin’