Rewind #3: bęben i bas

Categories muzyka

Nie spodziewam się, że dzisiejszy Rewind przy­pad­nie Wam do gus­tu. Ale był czas, kiedy drum’n’bassu słuchałem całkiem sporo.

Zde­cy­dowanie najbliżej było mi do bry­tyjskiego Hos­pi­tal Records i ich liq­uid funkowych brzmień. Krakowski kon­cert Lon­don Elektricity:Live czyli muzyki elek­tron­icznej zdekon­struowanej przy uży­ciu instru­men­tów klaw­is­zowych, kon­tra­ba­su i perkusji do dziś zna­j­du­je się w TOP3 najlep­szy­ch sztuk, jakie widzi­ałem w życiu. Dlat­e­go dzi­wnym nie jest, że Tony Cole­man otwiera to zestaw­ie­nie.

Zaraz po nim usłyszy­cie utwór, który do dziś pozosta­je moim najbardziej ulu­bionym numerem z kat­a­logu Hos­pi­tal Rec. Pewnie za sprawą dęte­go moty­wu prze­wod­niego. Pojaw­ia­jące się na trze­ciej pozy­cji Con­cord Dawn pier­wszy kon­takt miałem dzięki impre­zom Tomas­zowie i tak już ze mną zostało do dziś.

A sko­ro o lokalny­ch brzmieni­ach mowa — końcówkę zestaw­ienia prze­j­mu­ją Pola­cy.

Do dziś nie mogę odżałować, że nie kupiłem winy­la Son­ic Trip w cza­sach, gdy był dostęp­ny za nor­mal­ne pieniądze w łódzkim Sky­larku. Cieka­wostką jest, że udziela­ją­cy się na mikro­fonie Mc I to Tomasz Pągowski, który dziś może Wam wyre­mon­tować mieszkanie w 48 godz­in.

Kończymy zespołem, który obok wspom­ni­any­ch w zeszłym tygod­niu Sis­tars wyprzedzał trendy o dobrą dekadę. Czyli szczecińskim Elec­tric Rude­boyz. Przepadli, bo rynek ich nie zrozu­mi­ał. Dzisi­aj pewnie nie byłoby inaczej, ale może zagral­iby kilka kon­certów więcej.

Hasz­tag: DajZ­nać­Jak­Mi­Poszło