Rewind #21: gitary zagraniczne

Categories muzyka

Sam się sobie dzi­wię, że za tem­at cięż­kich gitar zabier­am się dopiero ter­az. Zaczy­namy zagranicznymi artys­tami. Ostrzegam: kon­tent pre­mi­um!

Dzisiejszy odcinek poświę­cam tak na prawdę pię­ciu pły­tom. Bo albumy, z których pochodzą dzisiejsze numery są tak dobre, że nie potrafię słuchać ich wyry­wkowo.

Spo­jler: zaskaku­ją­co pomi­jam w tym zestaw­ie­niu Rage Again­st The Machine. Co praw­da ostat­nio pisałem, że każ­da okaz­ja do wrzuce­nia ich numeru jest dobra. Ale po pier­wsze — miałem prob­lem z wyborem tego jed­ne­go numeru, po drugie — tyle razy pisałem już tutaj o mojej fas­cy­nacji nimi, że brak w tym zestaw­ie­niu powin­niś­cie mi wybaczyć. Będą kole­jne okaz­je :)

Zaczy­namy Limp Bizk­it i ich “Sig­nif­i­cant oth­er”. Ciekawe, że mimo ogrom­nej miłoś­ci dla Dursta i załogi, żaden inny album nie przy­padł mi do gus­tu tak bard­zo jak ich drugi studyjny krążek. Zawsze lubiłem klip do “Break Stuff”. Prosty patent, ale zaskaku­ją­co dużo muzy­czny­ch goś­ci, między innymi Dr. Dre, Snoop, Eminem czy Jonathan z Kor­na. Nie załączam klipu tutaj, bo po pier­wsze — kanał Vevo ma śmiesznie ocen­zurowaną wer­sję, a po drugie — dużo słab­szej jakoś­ci. Jak chce­cie, to sprawdź­cie go sobie osob­no — tutaj.

Sko­ro już Korn został wywołany do tabl­i­cy… Pod dwó­jeczką zna­jdziecie utwór z fenom­e­nal­ne­go albu­mu “Fol­low the lead­er”. To również jedyny krążek z dysko­grafii zespołu, który słucham od deski do deski. Strasznie lubię okład­kę tej pły­ty. I między innymi dlat­e­go padło właśnie na tenże numer. Bo klip opowiada his­torię, której frag­ment w tejże poligrafii wyko­rzys­tano.

Morn­ing view” na kase­cie kupiłem całkowicie przez przy­padek. I osza­lałem na punkcie tego mate­ri­ału. I była to w zasadzie chy­ba mój pier­wszy kon­takt z rock­ową kapelą, która w swoim składzie ma skreczu­jące­go didże­ja, a przy okazji wokalis­ta nie jest rap­erem.

Zaskaku­jące jest, że Dog Eat Doga poz­nałem dopiero dzięki sin­glom z “Play Games”, a konkret­niej — najpierw za spra­wom “Rocky’ego”, a chwilę później “Isms”. Ale to “All boro kings” zostało ze mną do dziś. Pod czwóreczką zaparkowałem ofic­jal­ny remiks “No fronts” (który miałem na kase­cie). Bo jest zde­cy­dowanie mniej eksploa­towany niż ory­gi­nal­na wer­s­ja.

Kończymy zespołem, który w 2k17 będzie moż­na usłyszeć w Krakowie (yay!). Oczy­wiś­cie wybór padł na najbardziej oczy­wisty numer. Ale nic nie poradzę, że mam do niego najwięk­szą słabość z całe­go “Tox­i­c­i­ty”.

Daj­cie znać jak mi poszło, okej?

  • Pingback: Rewind #22: gitary polskie - My Name Is Aks()

  • danilel42­na

    Słucham nieco cięższy­ch tem­atów gitarowych, ale Korn z nowym albumem “The Seren­i­ty of Suf­fer­ing”
    zaskoczył pozy­ty­wnie. Odsunąłem się od nich troche jak­iś czas temu
    gdy zaczęli kom­bi­nować i odstaw­ili gitary na rzecz dub­stepu(?). Nowe utwory i klipy, takie jak “Rot­tin in Vain”, lub “Insane” miążdżą, co praw­da nie są to tak pory­wa­jące głowe riffy jak mój ulu­biony “Here to stay” no ale cieszy, że są stanie jeszcze coś z siebie wykrze­sić ;)

    • Ja od Kor­na odszedłem chwilę po “Fol­low the Lead­er” i wró­ciłem właśnie przy okazji ich roman­su z bardziej nowoczes­nymi brzmieni­ami. Lubię jak zespoły mające swo­je brzmie­nie i ugrun­towaną pozy­cję na rynku zaczy­na­ją ekspery­men­tować. Ale “Seren­i­ty” jest fak­ty­cznie bard­zo dobrym mate­ri­ałem.