Rewind #20: bez prądu

Categories muzyka

Nir­vana, Eric Clap­ton i… Urszu­la. To trzech pier­wszy­ch wykon­aw­ców, którzy sta­ją mi przed ocza­mi, gdy myślę o kon­cer­towej for­mule unplugged. Chwilę później wpada­ją jeszcze Kult i Hey. O ile do pier­wszy­ch artys­tów się już raczej nie przyz­nam, to do tych ostat­nich cza­sami wracam.

Ale ulu­biony­ch utworów w wer­sji “bez prą­du” jest dużo więcej. I dziś właśnie im poświę­cam trochę miejs­ca. I będą praw­ie same rapy.

Otwier­a­jące zestaw­ie­nie Dwa Sławy są jedynym tu rodzynkiem spoza serii MTV Unplugged. Dosyć spon­tan­icz­na wer­s­ja akusty­cz­na, nagrana w towarzys­t­wie ŁDZ Orkiestry (czyli 3/5 Bak­fli­pa). Ale przyz­nać trze­ba, że utwór o nazwie “Unplugged” sam się o takie wyko­nanie prosił. Zwracam uwagę na skrecze Fli­pa. Bo robi je na… dowodzie oso­bistym.

Pod dwó­jeczką zaparkowała Fan­tasty­cz­na Czwórka zza zachod­niej grani­cy. Choć nie przepadam za brzmie­niem języka niemieck­iego, to do tych białasów zawsze miałem słabość. Ich wesoła twór­c­zość przy­pom­i­na mi trochę naszy­ch rodz­imy­ch Blender­sów. A “Sie ist weg” to zde­cy­dowanie naju­lu­bieńszy* mój numer.

Przy numerze trzy utwory zaczy­na­ją tracić na jakoś­ci. Bo to raczej archi­wa z najs­tarszy­ch czeluś­ci VHSów. Tym bardziej warto docenić, bo częs­to do tych zaka­marków inter­ne­tu raczej się nie zaglą­da. No więc — tró­jeczka. Black­stree­towe “No dig­gi­ty” to bardziej klasyka męskiego r’n’b, ale pojaw­ia się tam również rapowana zwrotka.

Zaraz po nich usłyszy­cie akusty­czną wer­sją “Ring ring ring” De La Soul. Warto również poz­nać się z alter­naty­wną, sak­so­fonową wer­sją studyjne­go wyko­na­nia. Bo lubię ją równie moc­no, jak ory­gi­nal­ny numer.

Kończymy hiphopową wer­sją numeru, które­go refren zapoży­c­zony został od Sly & The Fam­i­ly Stone. Czyli “Peo­ple every­day” Arrest­ed Devel­op­ment. Bo to chy­ba jed­no z najlep­szy­ch kon­cer­towych wykon­ań utworu hiphopowe­go, jakie słysza­łem w życiu. Wysoko rekomen­dowane!

*tak, wiem, że nie ma takiego słowa. duh