Rewind #19: filmowe sztosy

Categories muzyka

Dziś w ramach odgrze­wany­ch kotletów, czyli wygrze­by­wa­nia z odmętów pamię­ci utworów, które spraw­iły radochę sięgamy do worka z fil­mowymi ścieżkami dźwiękowymi.

A konkret­nie — po numery, które znalazły się wyłącznie na sound­track­ach.

Trav­el­ling at the speed of love …
Hey yo kids, (whats up?)
Remem­ber when I used to be dope, (yeah!)

O mamo, jak ja zwar­i­owałem, gdy usłysza­łem przy napisach koń­cowych “Judg­ment Night” wspól­ny utwór De La Soul z Teenage Fan­club. Film świet­ny, choć zapewne gdy­by nie ten utwór całkowicie bym o nim zapom­ni­ał. A warto po niego sięgnąć z pewnoś­cią.

Mogę mieć mieszane uczu­cia związane z “Ósmą milą”, ale pro­mu­jące ją “Lose your­self” jest utworem abso­lut­nie fenom­e­nal­nym. Mógłby zresztą pojaw­ić się w szóstym — poświę­conym cytatom — odcinku Rewind, bo “one shot / one opor­tu­ni­ty” weszło do nasze­go domowe­go słown­ika na stałe.

We did it like that and now we do it like this

Pod trójką zna­jdziecie Crook­lyn Dodgers 95, czyli Chubb Rocka, Mas­ta Ace’a, Jeru i O.C. na bicie Pre­miera. Ich “Return of Crook­lyn Dodgers” pojaw­ił się na ścieżce dźwiękowej “Clock­er­sów” Spike’a Lee. Choć przyz­nam, że bardziej z tego fil­mu utk­wił mi w pamię­ci Phillip Bai­ley i jego “Chil­dren of the ghet­to”. Ale ten utwór pojawi się tu przy innej okazji.

Numer cztery to “No shel­ter” Rage’ów, który pojaw­ił się wyłącznie na sound­tracku Godzil­li. Bo każ­da okaz­ja do wrzuce­nia numeru RAT­Mów jest dobra. Swo­ją drogą na tej pły­cie warto również zwró­cić uwagę na świet­ne “Deep­er under­ground” Jamiro­qua­ia.

Ze “Spaw­nen” pier­wszy raz zetknąłem się za sprawą ścieżki dźwiękowej. Najpierw moje oko przykuła okład­ka kase­ty. Potem uwagę zwró­ciła lis­ta utworów. A w zasadzie — wykon­aw­ców.

Tak pisałem kilka miesię­cy temu przy okazji samego fil­mu. Gdy­bym miał stworzyć listę naj­gorszy­ch filmów z najlep­szą ścieżką dźwiękową to zde­cy­dowanie “Spawn” by ją otwier­ał. To obraz z kat­e­gorii co zostało zobac­zone nie da się już odzobaczyć. Ale sound­track nie ma abso­lut­nie ani jed­ne­go słabego numeru. Ba, nie ma tam nawet dobre­go utworu. Całość jest rewela­cyj­na. I dzisiejsze zestaw­ie­nie zamyka chy­ba najlep­szy utwór z tego krążka, czyli efekt współpra­cy Incubusa z DJ’em Greyboy’em.

#DajZ­nać­Jak­Mi­Poszło