Podsumowanie tygodnia #9: 18 – 24.02

Categories podsumowanie

Kole­jny tydzień, kole­jne pod­sumowanie.

Tym razem piszę o fotografach z dyplomem, odważnych mar­keter­ach, mamie Madzi, znów o appce na androi­da i o kandy­da­cie na jed­ną z płyt roku. Poz­draw­iam.

Shity internetów: Jestę fotografę

Chodz­iło to za mną od dosyć daw­na… Oglą­da­jąc strony i port­fo­lia doświad­c­zonych fotografów, którzy swo­je kari­ery zaczy­nali w lat­ach osiemdziesią­tych lub dziewięćdziesią­tych mam wraże­nie, że Ci ludzie total­nie nie odnaleźli się w nowych reali­ach. Dawniej ich życie było proste: żeby prowadz­ić zakład fotograficzny wystar­czyło skończyć odpowied­nie tech­nikum, by później móc pochwal­ić się klien­tom dyplomem. Pra­ca w dużej mierze wyglą­dała tak, że w tygod­niu trza­skali foto­sy do dowodu oso­bis­tego lub legi­t­y­macji szkol­nej, week­endy spędza­li w stu­dio, focąc ses­je ślub­ne i — w sezonie — komu­ni­jne. Ludzie się nie bun­towali, że ich ses­ja ślub­na wyglą­dała dokład­nie tak samo jak foto­sy kuzy­na, sąsi­ad­ki czy koleżan­ki z pra­cy — wszędzie te same moty­wy: tło z mar­murowy­mi schoda­mi, tło z kominkiem, tło ze sta­jnią i snopek siana za rek­wiz­y­ty… Takie były stan­dardy, więc wszyscy się dos­tosowywali.

Schody zaczęły się wraz z erą aparatów cyfrowych i kom­put­erowej obrób­ki. Na rynek zaczęli wchodzi młodzi, zdol­ni, kreaty­wni. Żeby zostać fotografem, nie trze­ba było zdoby­wać dyplomów — wystar­czyła inwest­y­c­ja w sprzęt i śred­niej jakoś­ci oga­r­nię­cie w jego obsłudze. Efek­ty podglą­dane na bieżą­co pozwalały w dość szy­b­ki sposób kory­gować wyko­nane błędy (częs­to bez wiedzy klien­tów), a mniejsze niedo­ciąg­nię­cia w prosty sposób za pomocą kilku klików popraw­ić moż­na za pomocą Pho­to­shopa. Coraz więcej fotografów zaczęło dos­tosowywać swo­ją ofer­tę do oczeki­wań klien­tów, dokonu­jąc na rynku tychże usług nie małą rewolucję.

Nieste­ty, w wielu mniejszych mias­tach wciąż funkcjonu­ją zakłady fotograficzne, które wraz ze swo­ją ofer­tą, tech­niczny­mi umiejęt­noś­ci­a­mi i stron­a­mi  inter­ne­towy­mi tkwia w tej poprzed­niej erze. Im właśnie poświę­cony jest fan­page Mis­tr­zowie fotografii, w ramach którego wyhaczane są najs­maczniejsze ze znalezionych w sieci kąsków. Początkowo miał on doty­czyć ogól­nie branży fotograficznej, jed­nak póki co tem­atykę zdomi­nowały ślu­by. Chwilowo FB pła­ta figle i nie pozwala dodawać nowych zdjęć, ale mam nadzieję, że nie będzie trwało to dłu­go.

 

 

Przy okazji powoła­nia do życia tejże strony postanow­iliśmy poprosić fanów tejże strony i pomoc w wybra­niu najlep­szego naj­gorszego fotografa w Małopolsce. W zakładzie, który zwycięży w ankiecie… zro­bimy sobie sesję ślub­ną :)

Hity internetów: Grześki

Pojaw­iły się w poniedzi­ałek i wiedzi­ałem, że dla mnie w tym tygod­niu nic innego nie wygra inter­netów. Kam­pa­nia Zero bujdy uderzyła za pomocą trzech virali: grzecznego (win­da), neu­tral­nego w grani­cach dobrego smaku (strin­gi) i pojechanego ostro po bandzie (tata). Uci­chły tak samo szy­bko jak się pojaw­iły, bo w sieci gen­er­al­nie wygen­erowały tylko jednod­niowy buzz, ale z mojej strony spory sza­cun dla mar­keterów z Jutrzen­ki za odwagę. Nie częs­to zdaża się, że fir­ma sprzeda­ją­ca tak neu­tral­ny pro­dukt skierowany do niezwyk­le sze­rok­iej grupy docelowej decy­du­je się na tego typu kro­ki. Dla obsługu­jącej agencji i dla klien­ta: chapeu bas.

Co ciekawe, tego samego dnia znowu na pier­wsze strony gazet, por­tali i do wszys­t­kich innych wydań wiado­moś­ci trafił tem­at mamy Madzi w związku z rozpoczy­na­ją­cym się pro­ce­sem Katarzyny W. Na reakcję inter­ne­tu nie trze­ba było dłu­go czekać.

zero-bujdy

Appka tygodnia: Karta Na Plus

Znowu app­ka android­owa, bo wer­sji iOS się nie doczekałem.

Funkcjonu­je na tere­nie Małopol­s­ki coś takiego, jak pro­gram lojal­noś­ciowy o nazwie Kar­ta na plus. Dzi­ała on w bard­zo pros­tu sposób: na początku roku kupu­jesz sobie za ok. 50pln kartę, która upoważ­nia cię do różnego rodza­ju zniżek w blisko dwus­tu punk­tach na tere­nie Krakowa. W więk­szoś­ci ofer­ta doty­czy punk­tów gas­tro­nom­icznych, w których przy pier­wszej wiz­y­cie w lokalu za drugą por­cję płacisz 1pln, a przy kole­jnej wiz­y­cie dosta­jesz jak­iś tam drob­ny rabat typu 5–10%. Z doświad­czenia wiem, że nie da się wszys­t­kich tych punk­tów w ciągu jed­nego roku obskoczyć — w zeszłym roku udało nam się sko­rzys­tać z tej pro­mocji w mniej niż dziesię­ciu punk­tach, a zakup kar­ty zwró­cił nam się już przy pier­wszej wiz­y­cie (sushi w Edo).

Pro­gram ma swo­ją app­kę na androi­da. Trochę toporną, trochę wol­ną, śred­nio este­ty­czną, ale wyposażoną w jeden doskon­ałon­ały mod­uł — wyświ­et­lanie na mapie najbliższych punk­tów uczest­niczą­cych w pro­gramie. Do tej pory chcąc wybrać się  na jak­iś obi­ad musieliśmy przeczesy­wać stronę w poszuki­wa­niu kna­jp dostęp­nych w okol­i­cy miejs­ca zamieszka­nia, a o spon­tan­icznym obiedzie na mieś­cie z wyko­rzys­taniem tegoż rabatu nie było mowy, jeżeli nie wiedzieliśmy wcześniej o jakimś lokalu w okol­i­cy. Dzię­ki wspom­ni­anej funkcjon­al­noś­ci wyciągam z kieszeni tele­fon, odpalam mapę i sprawdzam co ciekawego mogę w okol­i­cy wsza­mać.

Pole­cam i pro­gram, i app­kę.

unnamed

Numer tygodnia: Psychologia tłumu według Ostrego i Hadesa

Krążek HAOS uzyskał sta­tus złotej pły­ty na początku lutego, cho­ci­aż… ofic­jal­na pre­miera nastąpi dopiero w najbliższy wtorek. Dzisi­aj pojaw­ił się kole­jny singiel i nie zna­jąc jeszcze resz­ty mate­ri­ału przewidu­ję, że pro­jekt Ostrego i Hade­sa jest pew­ni­akiem w moim muzy­cznym pod­sumowa­niu 2013.

Mam nadzieję, że się nie zaw­iodę.