Podsumowanie tygodnia #6: 31 / 12 — 6 / 01

Categories podsumowanie

Dawno nie było pod­sumowań tygod­nia. Związane było to ze świątecznymi roz­jaz­dami, ale ponieważ dwu­ty­god­niowe rozluźnie­nie mamy już za sobą, czas się oga­r­nąć. Zatem: lec­imy.

Hity tygodnia: Mama Selita w telewizji śniadaniowej

Jestem ultra­sem Mamy Seli­ty. Moja fas­cy­nac­ja muzyką z cza­sem prze­rodz­iła się w ciekawe zna­jo­moś­ci i przy­jaźnie, co zaowocow­ało nawet propsem na debi­u­tanckim albu­mie, ale pomi­jam ten fakt :)

selita

Obser­wu­ję ich muzy­czny rozwój od kilku lat. Z bólem ser­ca przyjąłem, ale ostate­cznie zaak­cep­towałem i wiel­ce pol­u­biłem styl­isty­czne przeo­braże­nie z heavy funkowe­go ban­du w klon Rage Again­st The Machine. Swo­ją drogą, ludzie wysuwa­ją­cy takie porów­na­nia zna­jo­mość reper­tu­aru Mamy ograniczyli do sin­glowych Brud­ny­ch bomb czy Rocky’ego. Owszem, uważam że w ich muzyce sły­chać spore inspirac­je RAT­Mem czy RHCP, ale, kur­cze, nikt w Polsce nie zro­bił tego do tej pory w ogóle / nikt w Polsce nie zro­bił tego do tej pory na takim poziomie (niepotrzeb­ne skreślić), dlat­e­go czemu mieliby tak nie grać? A ten nieustan­ny pro­gres i ewolucję szanu­ję bard­zo, bo zde­cy­dowanie wolę, gdy band gra szcz­erze, a nie zarzy­na się nagry­wa­jąc pięćdziesią­ty numer o tym samym tylko dlat­e­go, że pub­liczność tego oczeku­je.

Wraca­jąc do główne­go wątku, Mama Seli­ta została zapros­zona do stu­dia Dzień Dobry TVN, by wykon­ać tam jeden ze swoich utworów. Wybór padł na ostat­ni singiel z debi­u­tanck­iego krążka, czyli Mis­trzynię kamu­flażu.

Zrzut ekranu 2013-01-6 o 13.35.57

Z jed­nej strony było to fajne wyzwanie oraz możli­wość dotar­cia do więk­sze­go grona odbior­ców, z drugiej strony niosło ze sobą — dla ban­du znane­go z niezwyk­le ekspresyjny­ch i dynam­iczny­ch wys­tępów na żywo — spore ogranicze­nie w postaci przy­musu gra­nia z play­backu…

Chłopaki wybrnęli z tej sytu­acji wybit­nie, trol­lu­jąc przy okazji redakcję oraz widzów DDTVN. W jaki sposób? Igor z wokalisty stał się gitarzys­tą, Mikołaj zza perkusji prze­si­adł się na bas, Grze­siek odłożył gitarę by zasiąść za perkusją, a Her­bert zami­ast basówki chwycił mikro­fon. Oczy­wiś­cie ten kamu­flaż nie miał najm­niejsze­go wpły­wu na jakość wykony­wane­go utworu. Zapy­tałem chłopaków, czy ekipa w stu­dio wiedzi­ała o tych zmi­anach. W odpowiedzi usłysza­łem:

Redakc­ja była zupełnie nieświado­ma :) Na min­utę przed wejś­ciem dostal­iśmy jedynie polece­nie, żeby zro­bić rock­owe pier­dol­nię­cie.

Dla mnie hit. Całość może­cie zobaczyć tutaj.

Shity internetów: No to heja…

Patrzę, oczom nie mogę uwierzyć, a na usta ciśnie mi się siar­czys­te WHAT THA FUCK? Zas­tanaw­ia mnie jaki cel przyświecał autorom tej kreacji. Skan­dal? Okej, to raczej jas­ne — nieśmiertel­na zasada: nie ważne jak, ważne że mówią. Jeżeli takie były założe­nia, to komen­tarze pod filmem wskazu­ją, że cel został osiąg­nię­ty. Zas­tanaw­ia mnie tylko co było KPI tej kam­panii. Ilość negaty­wny­ch komen­cików?

Ale gen­er­al­nie się pytam: o co w tej reklamie chodzi? Skąd nagłe prze­jś­cie z zacz­er­wienione­go oka do ikony komu­niz­mu? Będę wdz­ięczny za pomoc w wyjaśnie­niu.

Appka tygodnia: Waze i inne mapy

Kilka tygod­ni temu do AppStore’a wró­ciły mapy Google’a. Nie miałem okazji wspom­nieć, więc wspom­i­nam, mimo że dziś ta infor­ma­c­ja jest już sucharem. Powrót cieszy, bo wgrane przy apde­j­cie iOSa do wer­sji 6.0 mapy od Apple’a były najwięk­szym złem w his­torii tej firmy, więc dobrze, że wró­ciła jakaś dobra i bezpłat­na alter­naty­wa.

Wraca­jąc po świę­tach do Krakowa postanow­iłem przetestować Yanosika, który jest takim połącze­niem  GPSa z CB-radiem. Nigdy nie byłem fanem tego drugiego. Owszem, doce­ni­am jego nieoce­nioną pomoc w wal­ce z sys­te­mem, czyli misi­aczkami z suszarką, ale for­ma przekazy­wa­nia tych komu­nikatów jest dla mnie zbyt męczą­ca. Dlat­e­go social gps to dokład­nie to czego szukałem. O co chodzi? Wstuku­jesz trasę, którą chcesz jechać, app­ka wyz­nacza Ci trasę, ale poza stan­dar­d­owymi funkcjon­al­noś­ci­ami automapy dostar­cza mech­a­nizm społecznoś­ciowy w kilku­nas­tu / kilkudziesię­ciu tysię­cy inny­ch kierow­ców podróżu­ją­cy­ch z odpaloną app­ką. Za każdym razem gdy ktoś z użytkown­ików mija fotoradar, policję, nieoz­nakowany patrol czy trafia na jakieś zdarze­nie dro­gowe powodu­jące opóźnie­nie, ma możli­wość wysła­nia syg­nału do pozostały­ch userów. App­ka automaty­cznie wysyła tą infor­ma­cję do wszys­t­kich zna­j­du­ją­cy­ch się w pobliżu, którzy mogą ją zwery­fikować zatwierdza­jąc lub odrzu­ca­jąc.

Nie podoba mi się inter­fe­js Yanosika, nie podoba mi się prezen­tac­ja map, a ponieważ podróżowałem trasą, którą znam na pamięć, nie miałem możli­woś­ci wery­fikacji ich poprawnoś­ci, jed­nak jako sys­tem ostrze­gaw­czy sprawdza się bom­bowo.

I tak w końcu dotar­liśmy do app­ki z nagłówka czyli Waze. Odkry­ty dopiero w tym tygod­niu (poz­dro, Greg), nie testowany w tere­nie, ale opiera się na idei tej samej co Yanosik, zjada­jąc go przy okazji inter­fe­jsem i wyglądem map. App­ka między­nar­o­dowa, posi­ada pol­ską wer­sję językową na androidy i iOSy, posi­ada inte­grację z FB, przy okazji pozwala­jącą inwig­ilować prze­by­wa­ją­cy­ch w okol­i­cy zna­jomy­ch w try­bie rzeczy­wistym (jeśli ktoś porusza się również z włąc­zoną aplikacją). Zde­cy­dowanie dam jej szan­sę.

Ogłoszenie parafialne

Być może niek­tórzy z Was pamię­ta­ją pro­jekt “Niecodzi­en­ność” przez jak­iś czas kon­tyn­uowaną przeze mnie na FB, pole­ga­jącą na fotografowa­niu momen­tów. Nie chodz­iło tam o artyzm, a po pros­tu o chwytanie chwili, dlat­e­go do foce­nia wyko­rzysty­wałem wszys­tko — od lus­trzanki, przez iPhone’a, po kalku­la­tor. Potem for­muła fejs­bukowej galerii zaczęła mnie męczyć, chwilę myślałem nad założe­niem foto­blo­ga, by ostate­cznie prze­siąść się całkowicie na Insta­gra­ma. Ale myśl o kon­tynu­acji powracała jak bumerang. Jak­iś czas temu powiedzi­ałem, że prze­si­adłem się z lus­trzanki na tele­fon (Hip­sta­mat­ic poszedł w kąt do cza­su prze­si­ad­ki z 3GSa na coś moc­niejsze­go), wracam więc z Niecodzi­en­noś­cią chwytaną za pomocą urządzeń mobil­ny­ch. Pod adres Niecodziennosc.Tumblr.com. Czemu znowu głupi adres? Bo z jed­nej strony nigdy nie miałem okazji się zaz­na­jomić z Tum­blrem, a w końcu znalazłem fajną skórkę, a z drugiej — mam dość płace­nia za domeny, które kupu­ję pod wpły­wem impul­su, do niczego nie wyko­rzys­tu­ję, a porzu­cić szko­da, bo brzmią fajnie.
Sko­ro o takich mowa, wśród postanowień na 2013 (nie, wciąż nie stworzyłem listy) praw­dopodob­nie zajmie miejsce reak­tywac­ja, a tak na prawdę to start Pho­to Sor­ry, który to ma być for­mą fotograficzne­go port­fo­lio. Czyli składam obiet­nicę, że postaram się wró­cić do fotografii. Z naciskiem na postaram się.