Podsumowanie tygodnia #5: 2 — 9 / 12

Categories podsumowanie

Pią­ty odcinek tygod­nowych pod­sumowań. Ona tańczy dla mnie, pomp­ki, Mod­u­la­tors. Sprawdź­cie!

Hity internetów: Ona tańczy dla mnie!

Pre­tenden­tów do tego miana w tym tygod­niu było kilku. Spore szanse miał Michał Sad­owski i jego kącik dla hejterów na stron­ie pro­mu­jącej debi­ut pis­arski, czyli książkę Rewoluc­ja Social Media. Nie trafił na podi­um, bo w książce nie ma nic o Smoleńsku, a on ma u mnie minusa, bo wciąż nie zasub­skry­bował moje­go pro­filu na Fejsie. O!

Szan­sę mieli Cool­porterzy ze swo­ją najnowszą pro­dukcją, Jestem ubo­giem, którym w przepiękny sposób strol­lowali trail­er Jesteś Bogiem. Ale kilka­naś­cie min­ut temu zobaczyłem poniższy film i wiedzi­ałem, że nic innego w tej sekcji znaleźć się nie może.

Appki tygodnia: SitUps Pro i Squats Pro

Delikat­nie mówiąc, przez ostat­nich kilka lat troszkę przy­tyłem… Okej, bez owi­ja­nia w bawełnę — spuchłem jak świnia. Dzi­wnym nie jest, sko­ro siedzę przy kom­pie 25 godz­in dzi­en­nie, sporty upraw­iam — owszem — ale głównie na iPadzie, jed­nym z ulu­biony­ch hob­by jest kna­jpizm, a jeść uwiel­bi­am wszys­tko i w każdej iloś­ci… Wiz­ytę u diete­tyka zal­iczyłem, miesięcznie z kon­ta ucieka mi kilka­dziesiąt zło­ty­ch z tytułu posi­ada­nia kar­ty Mul­ti­sport i wciąż brakowało mi jakiejś motywacji do wys­tar­towa­nia…

W min­iony poniedzi­ałek koleżanka z pra­cy postanow­iła zapewnić trochę rozry­wki koleżeńst­wu, z którym współdzieli biurka. Rozry­wka owa objaw­ić się miała w postaci omdle­nia, w wyniku które­go postanow­iła wraz z krzesłem zmienić płaszczyznę z pio­nowej na poziomą, co zaowocow­ało twardym lądowaniem na glebie. Sporo spraw i związany­ch z nimi stresów w ostat­nim cza­sie dziew­czy­na miała na głowie i orga­nizm postanow­ił sobie zro­bić chwilowy urlop. I ta oto his­to­ria trochę do myśłe­nia mi dała.

No i zacząłem małymi kroczkami. SitUps i Squats to dwie app­ki od Run­tas­tic, które poma­ga­ją w robi­e­niu brzuszków i przysi­adów (są jeszcze wer­sje z pod­cią­ganiem i pomp­kami, ale w tych tem­at­ach zawsze byłem leszczem). Obie app­ki codzi­en­nie przy­pom­i­na­ją o ustalonej porze, że zbliża się ter­min treningu, same ser­wu­ją cyk­le w jakich ćwiczenia mają być pow­tarzane, wspier­a­ją cały czas w trak­cie ćwiczeń, pozwala­ją robić pry­wat­ne cze­lendże, dane zbier­a­ją i prezen­tu­ją w postaci ład­ny­ch wykresów, a za wykony­wanie różny­ch zadań przyz­na­ją badge’e znane z Foursquare’a czy Get­Glue.

Hejterów iOS poz­draw­iam i uprze­jmie infor­mu­ję, że dostęp­ne są również wer­sje dla Androida.

Swo­ją drogą — Fold­ify, o którym pisałem tydzień temu wychodzi w najbliższy czwartek!

Numer tygodnia: Modulators — “3 dj’s”

Dzisi­aj wjechał singiel zapowiada­ją­cy dwupły­towy album “Insert coin” od Mod­u­la­tors czyli super­grupy stwor­zonej przez Epro­ma, Krótkiego i Bena. CZEKAM!

Się działo w kulturze klubowej

Udało mi się zal­iczyć dwa ciekawe even­ty w tym tygod­niu. W czwartek w Rotundzie wys­tąpił Dj Vadim wspo­ma­gany przez perku­sistę, a w sobotę w Pauzie dEbruit oraz Geek Clique (Daniel Drumz i Sid Pong).

Na Vadimie na sali hulał wia­tr — w całej Rotundzie było pewnie ze 150 osób (wlicza­jąc w to bar­manów, ochronę i szat­niarza). Nie ma się co dzi­wić — zwyk­le tak bywa w przy­pad­ku wydarzeń, które dzieją się w środ­ku tygod­nia. Muzy­cznie wypadło różnie, a minusów sporo. Pomi­ja­jąc oczy­wyś­cie brak ludzi, najwięk­szym było nagłośnie­nie — miałem wraże­nie, że gwiazdą wiec­zoru jest ów perku­sis­ta. Ale gen­er­al­nie faj­na ener­gia i vibe między muzykami na sce­nie. W przyszłoś­ci z chę­cią sprawdzę jego wys­tęp w jakimś mniejszym klu­bie.

Grat­u­lac­je dla Pauzy za oga­r­nię­cie swoich 11. urodz­in, których kul­mi­na­cyjnym punk­tem był wiec­zorny wys­tęp dEbruita. Dzień wcześniej miałem przy­jem­ność grać w kalam­bury do 7 rano, przez co moja per­cepc­ja była moc­no ogranic­zona… Wys­tępu samego dEbruita usłysza­łem maks 30 min­ut, ale zro­biła na mnie ogrom­ne wraże­nie. Zde­cy­dowanie przekonu­ję się do brzmień ser­wowany­ch przez Geek Clique. No i zaczy­nam łapać się na tym, że coraz częś­cie wchodzą mi trapy. Tak, ist­nieje gatunek muzy­czny o takiej nazwie. Podob­no.