Podsumowanie tygodnia #13: 6 — 12.05

Categories podsumowanie

Dawno nie było, więc chy­ba czas wró­cić. Dziś o mat­u­rach, mobil­nej grze zespołowej i żydowskim funku. Smacznego!

Shity tygodnia: Matury

Zde­cy­dowanie jed­nym z domin­u­ją­cych tem­atów były egza­miny mat­u­ralne. Oglą­da­jąc kole­jne odcin­ki pro­gra­mu Matu­ra to bzdu­ra od dosyć daw­na zas­tanaw­iam się czy ten ogólnopol­s­ki sprawdz­ian wiedzy liceal­istów nadal powin­no się określać mianem egza­minu dojrza­łoś­ci

Krąży od jakiegoś cza­su po sieci taki dow­cip. Opisu­je on postęp pol­skiej edukacji na przestrzeni kole­jnych lat na przykładzie mat­u­ral­nego zada­nia z matem­aty­ki.

Rok 1950

Drw­al sprzedał drewno za 100 zł. Wycię­cie drze­wa na to drewno kosz­towało go 4/5 tej kwoty. Ile zaro­bił drw­al?

Rok 1980

Drw­al sprzedał drewno za 100 zł. Wycię­cie drze­wa na to drewno kosz­towało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Ile zaro­bił drw­al?

Rok 2000

Drw­al sprzedał drewno za 100 zł. Wycię­cie drze­wa na to drewno kosz­towało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Drw­al zaro­bił 20 zł. Zakreśl licz­ba 20.

Rok 2013

Drw­al sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala.

Czwartą klasę liceum wspom­i­nam jako okres porząd­nego bur­delu na najwyższych szczeblach państ­wowych. Mieliśmy być pier­wszym rocznikiem, który w ramach wielkiej reformy eduka­cyjnej pisać będzie nową maturę. Śmieszne to trochę było biorąc pod uwagę, że przez wcześniejsze lata real­i­zowany pro­gram naucza­nia przy­go­towany był pod klasy­czną jej wer­sję — wypra­cow­anie na pol­skim + kil­ka co bardziej złożonych zadań na matem­atyce. I nagle czwartą klasę rozpoczęliśmy maturą prób­ną według nowego schematu. Pisal­iśmy ją chy­ba z języ­ka pol­skiego, matem­aty­ki i ang­iel­skiego. Ale wszys­tko odby­wało się na dużym relak­sie i w total­nym chaosie. Od strony orga­ni­za­cyjnej nikt nie wiedzi­ał nic.

Ostate­cznie stanęło na tym, że pomiędzy maturą prób­ną a tą właś­ci­wą zmienił się rząd. Sojusz Lewicy Demokraty­cznej w kam­panii wybor­czej chy­ba jako jedyny zabrał głos w spraw­ie tego eduka­cyjnego bała­ganu i że jeżeli wygra, to matu­ra będzie stara. Władzę objęli — w dużej chy­ba mierze dzię­ki gło­som liceal­nych czwartok­la­sistów — i fak­ty­cznie tę obiet­nicę zre­al­i­zowali. Egza­miny koń­cowe zdawal­iśmy według starego mod­elu.

Kil­ka dni temu, w związku z brakiem inter­ne­tu w domu, postanow­iliśmy z Karolką zmierzyć się z pod­sta­wową matem­atyką. Od naszej matu­ry minęła już pon­ad deka­da, a z przed­miotem tym ostat­ni raz miałem do czynienia jakieś 5–6 lat temu na stu­di­ach. Bez żad­nego przy­go­towa­nia, wyposażeni w doz­wolone przez komisję egza­m­i­na­cyjną kilku­nas­tostron­i­cowe tablice matem­aty­czne zabral­iśmy się za rozwiązy­wanie zadań.  I szcz­erze przyz­nam, że z każdym kole­jnym zadaniem przecier­ałem oczy coraz bardziej.

Zada­nia sprzed dziesię­ciu lat wspom­i­nam jako całkiem niezłe wyzwanie. Musieliśmy się trochę nagłówkować, ale przede wszys­tkim — moc­no pil­nować, żeby nigdzie nie popełnić żad­nego błę­du. Tablice matem­aty­czne dostęp­ne były przy biurkach komisji i korzys­tać z nich moż­na było w bard­zo ogranic­zony sposób.

A dzisi­aj? 25 z 34 zadań to test wyboru. Owszem, trze­ba sobie co nieco policzyć, ale niczym w Mil­ion­er­ach zaz­naczyć należy jed­ną z czterech dostęp­nych odpowiedzi. Wspom­ni­ane tablice matem­aty­czne, które maturzyś­ci mogą trzy­mać na biurkach (tak mi się wyda­je, sko­ryguj jeśli się mylę), mimo obję­toś­ci osiem­nas­tu stron (licząc z dwiema stron­a­mi okład­ki i spisem treś­ci) zaw­ier­a­ją dosłown­ie wszys­tko, co jest wyma­gane na egza­minie. W przy­pad­ku niemal połowy zadań wystar­czy odnaleźć odpowied­ni wzór i we właś­ci­wy sposób pod­staw­ić dane z zada­nia…

W ciągu niecałych trzy­dzi­es­tu min­ut uzbier­al­iśmy wyma­gane do zal­iczenia 30%. Ostate­cznie zatrzy­mal­iśmy się na etapie pro­cen­tów siedemdziesię­ciu. Trochę utknęliśmy w koń­cowych zada­ni­ach, trochę… nam się już odech­ci­ało :)

Wnios­ki? Jest prak­ty­cznie niemożli­wym, by log­icznie myślą­cy człowiek nie zdał matu­ry (przy­na­jm­niej tej z matem­aty­ki). Ale jeżeli zada­nia z arkuszy przed­staw­iały poziom edukacji z tego przed­mio­tu, to gen­er­al­nie wychodzi na to, że dzisiejsze szkoły pro­duku­ją pokole­nie kopi­uj / wklej. Nie myśl, nie anal­izuj, nie kom­bin­uj — bo prze­cież jeszcze się pomylisz… Najważniejszym wyzwaniem jest znalezie­nie w mate­ri­ałach odpowied­niej for­muły i właś­ci­we jej uzu­pełnie­nie… I szcz­erze mówiąc — przes­ta­ją mnie dzi­wić odpowiedzi, który­mi przez ostat­nie trzy lata zaskaki­wany był Kuba Jankows­ki.

Tak samo jak przes­ta­je mnie zaskaki­wać pokole­nie nowych biz­nes­menów, które dla swoich potenc­jal­nych klien­tów tworzy takie oto wideo reg­u­laminy:

Appka tygodnia: Space Team

Od jakiegoś cza­su rozglą­dam się za gra­mi na urządzenia mobilne, które wyko­rzysty­wać będą mech­a­nizmy społecznoś­ciowe, ale… w klasy­cznym poję­ciu. Takich, które niczym plan­szów­ki albo gry kon­solowe wyko­rzysty­wać będzie moż­na do inte­gracji z inny­mi uczest­nika­mi imprezy. Space Team to jeden z najlep­szych tytułów na jaki mogłem trafić.

Patent jest prosty — jesteś członkiem zało­gi statku kos­micznego, w której skład może wchodz­ić od dwóch do czterech fanów jabłek (sor­ry, android­ow­cy — znowu prze­gral­iś­cie). Każdy z graczy na wyświ­et­laczu swo­jego urządzenia widzi pan­el sterowa­nia z różny­mi absurdal­ny­mi nazwa­mi oraz pasek sta­tusu wyświ­et­la­ją­cy komendy, które należy w danym momen­cie wykon­ać. Każdy z graczy ma inne funkc­je na pan­elu, a wyświ­et­lane komendy doty­czą w więk­szoś­ci przy­pad­ków doty­czą innego człon­ka zało­gi. Zadaniem gracza jest wykony­wanie komend wypowiedzianych przez innych członków zało­gi i przekazy­wanie komend wyświ­et­lanych na swoim ekranie… Zada­nia należy wykony­wać oczy­wiś­cie w określonym cza­sie, w prze­ci­wnym wypad­ku statek… zaczy­na się roz­padać.

Dużo krzyku, dużo śmiechu, dużo zabawy. Choć moż­na grać w due­cie, to prawdzi­wy ubaw zaczy­na się od trzech graczy. POLECAM!

 

Numer tygodnia: The Apples — Killing

Pochodzą z Izraela, jest ich dziewię­ciu (czteroosobowa sekc­ja dęta, perkus­ja, bas, dwóch didże­jów i mis­trz kon­so­le­ty) i gra­ją funk.

Poz­nałem ich brzmie­nie dzię­ki Przepla­chowi, gdy jeszcze w swo­je klubowe sety wplatał gitarowe granie. Apple­sowe Killing czyli funkowa wer­s­ja Killing in the name of RAT­Mów była zwias­tunem cięż­kich bomb w postaci numerów Rage’ów, Body Count czy Pan­tery. I przyz­nać muszę, że była to miłość od pier­wszego usłyszenia.

Tydzień minął pod znakiem The Apples z dwóch powodów. Po pier­wsze, dzię­ki majówkowej wypraw­ie zna­jomych do Berli­na postaw­iłem na półce zaku­pi­ony w tamte­jszym HHV sied­miocalowy winyl z tymże klasykiem. Po drugie, w pier­wszym dniu sprzedaży nabyłem bile­ty na ich krakowską sztukę, która 28. czer­w­ca otworzy 23. Fes­ti­w­al Kul­tu­ry Żydowskiej. Wyjątkowoś­ci temu wydarze­niu doda­je fakt, że odbędzie się ono na barce zacu­mowanej przy Moś­cie Grun­waldzkim. Więc będzie i kam­er­al­nie, i zjawiskowo.

Warto dodać, że dzień później Uri i Ofer, czyli założy­ciele The Apples zagra­ją didże­jskie sety jako Road Trip w krakowskiej Alchemii. Zna­jąc his­torię poprzed­nich edy­cji fes­ti­walu nie zdzi­wiłbym się, gdy­by tego wiec­zoru odbyło się spon­tan­iczne jam ses­sion z pozostały­mi członka­mi zespołu.

Radio Trip — Dig­gin’ Jaf­fa-Tel-Aviv vol.1 by Uri Mix­mon­ster Wertheim on Mix­cloud