Podaj popkorn: True Detective S02

Categories film

Ostat­nio rzekłem:

Vin­cent Vaughn kojarzy mi się z kinem nis­kich lotów. Kojarzę go głównie z mniej abit­ny­ch komedii.

No więc… od 21 czer­w­ca moje pode­jś­cie może zmienić się diame­tral­nie.

 

Sezon 1

Przyz­nam szcz­erze, że do zeszłe­go roku podob­ną opinię miałem o panu Matthew Mac­conaugh­ey.

Człowiek o jed­nym z najbardziej poła­many­ch nazwisk Hol­ly­wood (które zawsze wymaw­iam mniej więcej tak: Makkono­houeueuej) kojarzył mi się głównie z kom­e­dyjkami roman­ty­cznymi, które omi­jałem sze­rokim łukiem.

I nagle wjechał Detek­tyw.

Mroczny. Poła­many. Poplą­tany. Prz­er­aża­ją­cy. Intrygu­ją­cy. Trzy­ma­ją­cy w napię­ciu. Zapier­a­ją­cy dech…

To jeden z tych seri­ali, który oglą­da­jąc na bieżą­co przek­li­nasz, że nie został wydany jak House of cards. W pewnym sen­sie zaz­droszczę ludziom, którzy odkryli go po skończe­niu całej serii. Bo kończąc pier­wszy odcinek nie możesz doczekać się, by odpal­ić kole­jny.

A zgorzk­ni­ały Rust Cohle, który na posterunku odt­warza his­torię śledzt­wa sprzed lat został tu tak wykre­owany przez Makko­heueueueueueue­ja, że #WOW!

Sezon 2

Odpal­iłem trail­er i… pod­niosłem wysoko brew ze zdzi­wienia.

Ale, jak to… Collin Far­rell? No dobra, te zagrał kilku popa­prańców. Ale Vaughn? No… nie wiem…

Spodziewam się jed­nak, że z końcem drugiego sezonu Detek­ty­wa moja przy­toc­zona we wstępie opinia o Vin­cen­cie uleg­nie moc­nej wery­fikacji. Obym się nie mylił.