83 ’till infinity. Odcinek 3: Amph, Pat Patent i Blazo

Ostatnio bloga tego zdominowały głównie podsumowania tygodnia (choć też z przerwami) i zapowiedzi zbliżającej się coraz większymi krokami organizowanej wraz z Karolką imprezy urodzinowej. Trochę to wina zdradliwej weny, ale… trudno, co robić.

Do wspomnianego melanżu zostało 34 dni, więc wypadałoby rzucić kolejną garść informacji. Dzisiaj dwa słowa o tym, jak poznałem dwie niezwykle sympatyczne mordeczki, które wyraziły zgodę zagrać na „83 ’till infinity„. Poznajcie Ampha i Pata Patenta.

Podsumowanie tygodnia #8: 11 – 17.02

Ostatnio ociągałem się trochę z podsumowaniami tygodnia. Materiału było sporo, ale czasu znacznie mniej. Postaram się, aby format ten wrócił na stałe i pojawiał się regularnie, choć składać obietnic nie będę, bo później będę się musiał z ich niedotrzymania tłumaczyć. W każdym razie, dzisiejszy odcinek poświęcony jest w dużej mierze składa się z różnych staroci, o których miałem zamiar napisać już dawno, ale jakoś wcześniej się nie złożyło…Przy okazji składam obietnice kolejnych tekstów, które siedzą gdzieś z tyłu głowy, ale przez natłok różnych zdarzeń i chwilowej blokady przekładane są z tygodnia na tydzień. Jak zwykle, mam nadzieję, że wspominając o tym tutaj zepnę poślady i sklecę zaległe teksty.

Tak czy inaczej, lecimy z koksem.

Wracam tu, bo zrobiłem drugiego bloga

Wracam tu dla tych którzy noszą w sobie luz
Wracam tu dla tych, którzy mają w głowie mózg
Wracam tu dla tych, którzy lubią morze słów

Na początku mojej blogowej przygody przyjąłem proste założenie: ruszam spontanicznie, korzystając w stu procentach z gotowego rozwiązania, żeby nie skupiać się na kwestiach związanych z wyglądem bloga i jego funkcjonalnościami, a po prostu na pisaniu. Dużo ułatwił fakt, że jedna z domyślnych skórek Bloggera w pełni spełniała moje oczekiwania.

Pół roku później dochodzę do wniosku, że po raz kolejny potwierdziła się odwieczna prawda: jeżeli coś jest gotowym produktem, to prędzej czy później ta zamknięta forma zacznie ograniczać.

Polskie Karate znów robi POW POW POW!

Miniony weekend był jednym z tych najbardziej wariackich…

W połowie stycznia odebrałem telefon od Janka z informacją, że na 3. lutego musimy być gotowi z kolejnym klipem Polskiego Karate. Lekko zbladłem po szybkim obliczeniu, że od momentu rozmowy do wspomnianej daty dzielą nas niecałe trzy tygodnie, a zasadniczo na chwilę obecną nie mieliśmy nic… ale stwierdziłem: fuck it, robimy.

Hajs się musi zgadzać?

Powoli, ale systematycznie pieniądz staje się świętością i podporządkowuje sobie wszystkie dziedziny życia. Wszystko jest towarem.

Zastanawiacie się czasem nad zasadnością gromadzenia różnego szajsu? Jestem ofiarą konsumpcjonizmu – im więcej zarabiam, tym więcej wydaję.

Dzikie internety

W poprzednim poście pisałem oczywiste oczywistości na temat personalizacji wirtualnych treści i kilku innych tematach. Dziś znów o internecie, ale w trochę innym kontekście.

Wolny czas w sieci można spędzać w różny sposób. Można sprawdzać najnowsze odcinki ulubionych seriali, zamulać na Fejsie albo popijając piwko oglądać porno. Ja ostatnio coraz częściej podglądam… Zboczuchom wyjaśniam – nie w sposób, o którym myślicie.

Wulgaryzacja języka…

Wulgaryzacja języka…

Z czystością polskiego języka u mnie różnie bywa. Każdy z bliższych znajomych wie, że lubię czasem rzucić mięsem i w różnych wypadkach użyć serii wulgaryzmów jako przecinków lub ozdobników w zdaniu… Wiadomo, że czasem nic tak nie potrafi odzwierciedlić kipiących emocji jak soczysta „kurwa”

Ale od dłuższego czasu obserwuję ogólną wulgaryzację naszego języka w dużej mierze wywołaną poprzez akceptację na stosowanie tego typu ozdobników w massmediach. I szczerze mówiąc… wkurwia mnie to.

5 of 8
12345678