No i po majówce…

Dawno mnie tu nie było. Generalnie ostatnio codziennie padam na twarz. Związane jest to albo z pracą, albo z siłownią (o tym pewnie wkrótce), albo inną bieganiną, ale efekt jest jeden – po powrocie do domu odpływam. Dlatego weekendu majowego wyczekiwałem z niecierpliwością.

Plany zmieniały się praktycznie z dnia na dzień. Miała być Praga, miał być Cieszyn, miało być Zakopane… Skończyło się na pięciu mega intensywnych dniach spędzonych w Warszawie i rodzinnych stronach. I o tym w wielkim skrócie poniżej.

83 ’till infinity. Odcinek 5: #jutro

Cztery miesiące od ustalenia daty. Czas spędzony na ogarnianiu, nagabywaniu, zachęcaniu, spamowaniu. Przez ten czas wielokrotnie utwierdziłem się w przekonaniu, że mam w Was wspaniałych przyjaciół. Dziś stuknęła mi trzydziestka, jutro związana z tym faktem impreza, którą organizuję wspólnie z Karolką. A w związku z tym wypadałoby powiedzieć o trzech rzeczach. No, to jazda.

Podsumowanie tygodnia #12: 1 – 7.04

Ostatnio cały czas nie mam czasu. Końcówka trwającego ponad rok projektu (Bridgy Jones jeszcze w kwietniu trafi do sprzedaży), weekendowe klipy z ekipą Exformers, zbliżająca się impreza urodzinowa i siłownia od czasu do czasu… Wszystko to powoduje, że wieczorem padam na pysk i jedyne na co mam ochotę, to włączenie odcinka FollowingSons of Anarchy czy House of cards i zrobienie sobie drinka na lepszy sen.

Ale, ale… Nie zamulam. Podsumowuję.

Życie z Androidem i iOSem. Część pierwsza, chyba nie ostatnia.

W grudniu zeszłego roku przeniosłem się do Play’a, przy okazji wchodząc w posiadanie Sony Xperii S. Słuchawki tej szukałem dosyć długo – pytałem na infolinii, pytałem w salonach w Krakowie, Tomaszowie, Piotrkowie, Łodzi i Zakopanem. W tym ostatnim gość z obsługi wyszukał mi w systemie informację, że jedyny model dostępny jest w Nowym Targu. I ostatecznie tamże udało mi się go zdobyć.

Od dwóch lat jestem użytkownikiem systemu mobilnego z jabłkiem. Do posta tego zabierałem się w sumie od czterech miesięcy i traktować miał on o bolesnych kontaktach z Androidem i  tym dlaczego w najbliższym czasie jakość tych kontaktów się nie zmieni, ale… dzisiejsza konferencja Facebooka i prezentacja ich nakładki systemowej Home trochę pokrzyżowała mi plany.

83 ’till infinity. Odcinek 4: Wyga oraz Decó i Szpilersi

Jeden z ostatnich postów zapowiadających zbliżającą się coraz większymi krokami imprezę urodzinową. Dzisiaj przedstawiam (chyba) ostatnią niespodziankę dotyczącą wieczornego line-upu. Udało nam się namówić do zagrania krótkich setów koncertowych wykonawców, którzy w znacznym stopniu przyczynili się do tego, że od ponad dekady żyję rapem.

Ogłoszono wyniki Mall Wall Art. A miało być tak pięknie…

Gdy chwilę temu usłyszałem, że ogłoszono konkurs Mall Wall Art na mural pokrywający jedną ze ścian Galerii Krakowskiej, przyjąłem tą informację z optymizmem. Po pierwsze, dlatego że ściana owa straszy od wielu lat swą brutalną szarością i smutkiem (celowo podkreślam, bo będzie to kluczowe w dalszej części), będąc równocześnie jednym z pierwszych widoków, jakimi miasto Kraków wita podróżników wysiadających na głównym dworcu kolejowym.

Po drugie, bo zazdroszczę Łodzi ichniejszej galerii murali ogarnianej przez Urban Forms, a w Grodzie Kraka poza kilkoma chlubnymi wyjątkami (Siataniści Twożywa czy Blu na Podgórzu) zbyt wielu wielkoformatowych prac nie znajdziesz.

Po trzecie, bo grono jurorskie składało się z na prawdę zacnych person, więc byłem pewien, że decyzję o wyborze finalnej pracy, która pokryje tę ścianę podejmować będą osoby kompetentne takie jak Mariusz Waras (M-City, czyli nasz streetartowy produkt eksportowy) czy Michał Bieżyński (inicjator wspomnianej galerii w Łodzi i dyrektor Urban Forms), a nie Pani Ziutka z Panem Heńkiem, co to w galerii handlowej zajmują się markietingiem, a że street art ostatnio taki trendi i dżezi, to wybiorą sobie jakieś bazgroły, żeby młodzieżowo było…

Znana jest już zwycięska praca. I… jest mi smutno, bo miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze.

Podsumowanie tygodnia #11: 11 – 17.03

Cierpię na chroniczny brak czasu od dawna, ale ostatnio odczuwam to dobitniej. A że ciekawostek kilka się trafiło, a czasowstrzymywacz nadal nie odkryty, to dziś podsumowanie tygodnia w ekspresowym tempie. Lecimy?

Nie lubię pieniążków

Nie lubię. Monety brzęczą w kieszeniach, często rysują ekran telefonu, a w sklepie wysypują się z hukiem na ladę, ku uciesze sprzedawców, którzy zacierają ręce licząc w myślach wszystkie wygrzebane spod lady blaszaki. Papierki szybko się niszczą, brudzą, miętolą, przedzierają. O ilości zarazków za ich pomocą przenoszonych wspominać nie będę. No, po prostu -syf!

Podsumowanie tygodnia #10: 4 – 10.03

Ociągam się ostatnio z pisaniem, więc w ramach walki ze zdradliwą weną postanowiłem przypomnieć sobie starą zasadę cut the bullshit i częściej przelewać tutaj swoje przemyślenia. Brak aktualizacji wynika trochę z tempa dezaktualizacji informacji w dzisiejszych czasach. Często odkładam opisanie czegoś na jutropotem na weekend, żeby zmierzyć się z tym w podsumowaniu tygodnia, a w niedzielę okazuje się, że rozgrzebywanie danego tematu równać się będzie z archeologią.

Ale nic to – kolejny tydzień się skończył, więc czas na podsumowanie. Lecimy?

83 ’till infinity. Odcinek 3: Amph, Pat Patent i Blazo

Ostatnio bloga tego zdominowały głównie podsumowania tygodnia (choć też z przerwami) i zapowiedzi zbliżającej się coraz większymi krokami organizowanej wraz z Karolką imprezy urodzinowej. Trochę to wina zdradliwej weny, ale… trudno, co robić.

Do wspomnianego melanżu zostało 34 dni, więc wypadałoby rzucić kolejną garść informacji. Dzisiaj dwa słowa o tym, jak poznałem dwie niezwykle sympatyczne mordeczki, które wyraziły zgodę zagrać na „83 ’till infinity„. Poznajcie Ampha i Pata Patenta.

5 of 9
123456789