Mamy talent?

Oglą­dam sobie od wielu lat — z mniejszym lub więk­szym zaan­gażowaniem — pol­skie edy­c­je tal­ent shows. I wszys­tkie, co do jed­nego, charak­teryzu­ją dwie rzeczy — wszys­tkie, od Idola po Mam tal­ent, potrafiły skupić moje zain­tere­sowanie wyłącznie na pier­wszej edy­cji oraz nie potrafią tak na prawdę odnaleźć (lub wykre­ować) aut­en­ty­cznych gwiazd… Zaz­naczę na wstępie, żę jestem hejterem pro­gramów, w których uczest­nika­mi są sławne oso­by (Taniec z gwiaz­da­mi czy Gwiazdy tańczą na lodzie), dlat­ego je świadomie pomi­jam. Jaki kraj, tacy cele­bryci. Wolę sku­pi­ać uwagę na debi­u­tan­tach, którym ktoś próbu­je dać szan­sę.

Czy­taj więcej »Mamy tal­ent?

Podsumowanie tygodnia #3: 19–25 / 11

W tym tygod­niu miałem tu małą posuchę. Trochę ze wzglę­du na spadek weny, trochę — na brak cza­su. W szki­cach zaczęły pow­stawać dwa tek­sty zain­spirowane wydarzeni­am i roz­mowa­mi min­ionych dni, ale muszą poczekać na lep­szy moment. Tekst o dzi­urze w SlideShare nie przyjął się jakoś wyjątkowo dobrze, co daje mi trochę do myśle­nia w tema­cie treś­ci, które chce­cie tu czy­tać.

W każdym razie tydzień się kończy, więc wypadało­by go pod­sumować. Lec­imy.

Dziurawy SlideShare

Sza­cu­je się, że posi­a­da pon­ad 16 mil­ionów zare­je­strowanych użytkown­ików. Ofic­jalne źródła donoszą, że miesięcznie ser­wis odwiedza 60 mil­ionów inter­nautów, którzy generu­ją 140 mil­ionów odsłon. SlideShare od dłuższego cza­su jest jed­nym z moich najbardziej ulu­bionych inter­ne­towych cza­sopochła­ni­aczy, który zapew­nia dużą dawkę inspiracji oraz potrzeb­nej (i niepotrzeb­nej) wiedzy.11

Dziś, dzię­ki przez przy­padek i dzię­ki infor­ma­cji od jed­nego z moich fejsikowych sub­skry­ben­tów (dzię­ki, Jan!) udało mi się namierzyć całkiem sporą lukę bez­pieczeńst­wa w tymże ser­wisie.

Czy­taj więcej »Dzi­u­rawy SlideShare

Duże dzieciaki, mali chuligani

Poniższe reflek­sje są mik­sem różnych prze­myśleń z ostat­nich miesię­cy.

Część naszła mnie, gdy kil­ka tygod­ni temu wraz z grupą przy­jaciół hasal­iśmy o półno­cy w jeziorze na obrzeżach jed­nego z dawnych miast wojew­ódz­kich. Część jest moi­mi wnioska­mi z zażar­tych rodzin­nych dyskusji.

Po raz kole­jny napiszę: nie wiem czy kogokol­wiek w ogóle to zain­tere­su­je. Jeśli jed­nak, to poz­draw­iam.

Czy­taj więcej »Duże dzieci­a­ki, mali chuli­gani

Co dalej z Exformers?

Tekst pow­stał w ramach zasady, którą od jakiegoś cza­su próbu­ję zacząć trak­tować na poważnie, czyli: cut the bull­shit a.k.a nie zamu­laj się, a którą to rozu­mieć moż­na na zasadzie: co masz napisać dziś, pisz dziś. Bo takich tek­stów jak pod­sumowanie drugiego dnia Coke Fes­ti­valu, recen­z­ja Some­thing from noth­ing. Art of rap czy obiecana Igorowi relac­ja z krakowskiego kon­cer­tu Mamy Seli­ty jest w przysłowiowe wpiz­du lub jeszcze więcej. Stos rośnie, a tek­sty — im dalej odkładane w cza­sie — tym mniej praw­dopodob­ne, że się ukażą. Bo co komu po relacji z wys­tępu Snoop Liona sześć miesię­cy po tym jakże zac­nym wydarze­niu?

Czy­taj więcej »Co dalej z Exform­ers?

Oto foto…

Jestem fotograficznym leszczem. Od bard­zo daw­na przede wszys­tkim krę­ciła mnie fotografia ulicz­na — takie miejskie studi­um przy­pad­ku zamknięte w poje­dynczych klatkach. Był czas, gdy cały­mi dni­a­mi przemierza­łem mias­to z aparatem w ręce, polu­jąc na ciekawe kadry. Najpierw były to jakieś aparaty — automaty, później zain­west­owałem w lus­trzankę Canona z niższej pół­ki. Nigdy nie byłem sprzę­towym onanistą, ale prze­si­ad­kę na mimo wszys­tko sprzęt wyższej klasy (z małp­ki na lus­tro) odczułem znaczą­co w jakoś­ci zdjęć.

Czy­taj więcej »Oto foto…

Pieprzę Cię miasto”…

Dziesięć lat temu, dzię­ki wspar­ciu moich rodz­iców, miałem możli­wość wyjechać na stu­dia do Krakowa.

Cza­sem miewam momen­ty, gdy mam tego mias­ta dość. Robi się męczące, duszne, ciasne i… turysty­czne. Cza­sem nachodzą mnie myśli, że może po dekadzie mieszka­nia tutaj, warto pomyśleć nad jakąś zmi­aną otoczenia, póki nie zarzu­cil­iśmy na kole­jne trzy­dzieś­ci kil­ka lat kotwicy w postaci kredy­tu mieszkan­iowego…

Czy­taj więcej »Pieprzę Cię mias­to”…

O kradzieży muzyki słów kilka

- Muzy­ki słuchasz?

Tak, dość dużo. Ale na nią nie wyda­ję, bo krad­nę z inter­ne­tu. Kupu­ję pły­ty tylko tych artys­tów, których szanu­ję, maksy­mal­nie wychodzi dziesięć w roku.

W ten oto niefor­tun­ny sposób nasz zło­ty kulomiot, Tomek Majew­s­ki, kil­ka dni temu w wywiadzie (Mag­a­zyn Świąteczny Gaze­ty Wybor­czej (14–15 sierp­nia)) wypowiedzi­ał się na tem­at ścią­ga­nia muzy­ki z inter­ne­tu. Nie wiem czy wywiad ten był auto­ry­zowany. Nie wiem czy przed jego pub­likacją autor tych słów był świadom tego, co może nimi wywołać…

Czy­taj więcej »O kradzieży muzy­ki słów kil­ka

Trololololo… Eska Rock i kanały kontaktu ze słuchaczami

W min­iony piątek paku­jąc ple­cak przed kole­jną wyprawą w kierunku domu przysłuchi­wałem się audy­cji Radar w Esce Rock. Trafiłem aku­rat na roz­mowę tele­fon­iczną ze słuchaczką, w której redak­torzy zas­tanaw­iali się nad sensem płace­nia za kon­tent w internecie, a konkret­nie — jaki­mi przesłanka­mi kieru­ją się inter­nau­ci, którzy decy­du­ją się na płat­ny dostęp do treś­ci w ser­wisach infor­ma­cyjnych.

Czy­taj więcej »Trolololo­lo… Eska Rock i kanały kon­tak­tu ze słuchacza­mi

Kurtulka, czyli Wisłocka i Stachurski

Kiedy mniej lub bardziej znane per­sony z poli­ty­cznego świat­ka popeł­ni­a­ją gafy w odniesie­niu do ważnych dla pol­skiej kul­tu­ry postaci, szy­der­c­zo się uśmiecham, poda­jąc ową wpad­kę dalej, częs­to opa­tru­jąc sarkasty­cznym komen­tarzem.

Zdarzyło się to jak­iś czas temu posłance Now­ick­iej, zdarzyło się i posłowi Napier­al­skiemu. Obo­je najwyraźniej śmierć pol­skiej noblist­ki, Wisławy Szym­borskiej, bard­zo przeży­wali (lub owo przeży­wanie było w danym momen­cie dobrym zabiegiem PRowym). W obu przy­pad­kach miejscem wpad­ki był Twit­ter — on dziękował za wier­sze, które były dawką pozy­ty­wiz­mu, jej żal było Havla i… Wisłock­iej.

nowicka-napieralsk

Czy­taj więcej »Kur­tul­ka, czyli Wisłoc­ka i Stachurs­ki

Po prostu Madlib


Kil­ka tygod­ni temu zostałem popros­zony przez Flinta o wyse­lekcjonowanie pię­ciu ulu­bionych utworów, w których palce maczał Madlib i opa­trze­nie ich spon­tan­icznym komen­tarzem. Z tego typu prośbą Marcin zgłosił się równole­gle do kilku zac­nych per­son z branży muzy­cznej, m.in. Rad­ka Mis­zcza­ka, Fil­i­pa Rauczyńskiego, Druha Sławka czy Sebas­tiana Jóźwia­ka. A że próśb takich się nie lekce­waży, typy swo­je w wyz­nac­zonym ter­minie podesłałem.

Czy­taj więcej »Po pros­tu Madlib

Fatum?

Pięć lat temu grali tydzień przed wese­lem mojej siostry. OLT nie ist­ni­ało (zresztą tak samo jak dziś), więc trasa KRK-GDN to wyprawa życia, na którą wtedy nie mogłem sobie poz­wolić. Szcz­erze przyz­nam, że był to jedyny Open’er, który opłaku­ję do dziś — grało tam również Beast­ie Boys i to aż dwa razy — instru­men­tal­nie w namio­cie i klasy­cznie na sce­nie głównej.

Cztery lata temu z różnych oso­bistych powodów nie mogłem dojechać do Warsza­wy… Przez kole­jne miesiące w kółko słuchałem nagranego przez Hen­nwilla bootle­ga, pow­tarza­jąc w nieskońc­zoność: “trze­ci raz nie prze­gapisz… trze­ci raz nie prze­gapisz!”.

Czy­taj więcej »Fatum?

Cześć!

Czys­ta for­muła, start od zera.

Wiele razy przymierza­łem się, by zacząć. Zawsze zatrzymy­wałem się na etapie wyboru skór­ki do Word­Pres­sa, czy wiel­kich planach związanych z tem­atyką pub­likowanych tek­stów.

Think­ing too much, doing too lit­tle. A zawsze chodz­iło prze­cież tylko o to, by pisać.

Czy­taj więcej »Cześć!