Piątek dziś. Więc czas na kole­jny odcinek jakże niereg­u­larnego cyk­lu, w ramach którego ser­wu­ję Wam pięć cieka­wostek z czeluś­ci inter­ne­tu. Pięć, bo piątek. Kuma­cie, nie? W zasadzie… Nie wiem czemu Wam to tłu­maczę. Prze­cież z każdym z Was, pięt­nas­tu stałych czytel­ników, znam się oso­biś­cie i równie dobrze mógłbym Wam lin­ka wysłać w smsie. Tak czy inaczej — lec­imy!

Powołu­jąc do życia MyNameIsAks przyświecała mi jed­na zasa­da: stworzyć miejsce, w którym będę mógł pisać o czym tylko będę chci­ał. Cza­sem zarekomen­du­ję jakąś muzykę, cza­sem ponarzekam na jak­iś bank, innym razem opowiem o jakimś filmie. A cza­sem chci­ałbym po pros­tu podzielić się garś­cią nieu­porząd­kowanych reflek­sji czy pomysłów. Taki… przekaz myśli. W tym celu uruchami­am właśnie cykl “Cześć, co sły­chać”. I dzisi­aj o ostat­nich kilku dni­ach, które spędz­iłem…

Z Piąteczka­mi jest tak, że cza­sem trafi­am na ultra ciekawe lin­ki, do których niewiele mam komen­tarza. I spy­cham je z tygod­nia na tydzień, wmaw­ia­jąc sobie: “kiedyś się zmuszę i wykrzeszę kil­ka słów na dany tem­at”. Tylko… czy fak­ty­cznie muszę to robić pod przy­musem? Dlat­ego dziś komen­tarzy będzie jak na lekarst­wo. Niech kon­tent obroni się sam. Co Wy na to?

Poz­nal­iśmy się dobrych kil­ka lat temu. Nasze dro­gi krzyżowały się co jak­iś czas. Najczęś­ciej wtedy, gdy przy­pom­i­nałem sobie o niej na nowo i godz­i­na­mi sprawdza­łem co mnie ominęło w trak­cie naszej rozłą­ki.

Jeśli dziś piątek, to pora na piąteczkową Piąteczkę. Czyli (w miarę) reg­u­larny punkt tygod­nia pole­ga­ją­cy na tym, że z okazji piątku ser­wu­ję Wam pięć cieka­wostek ze świa­ta kul­tu­ry i inter­ne­tu, a Wy te pięć cieka­wostek przyswa­ja­cie i szanu­je­cie. Jedynego czego nie robi­cie jeszcze, to po skon­sumowa­niu nie przekazu­je­cie dalej. Ale ja skutecznie będę nad tym pra­cow­ał. Więc zachę­cam. Po skońc­zonej pra­cy włóż majt­ki, a po lek­turze Piątecz­ki — udostęp­nij ją. Yo.

Trwa­ją Świa­towe Dni Młodzieży. Mieszkań­cy Krakowa przeży­wali orga­ni­za­cję tego wydarzenia niemal od roku. Miał nastąpić komu­nika­cyjny par­al­iż mias­ta, a pół­to­ra mil­iona piel­grzymów zadep­tać miało to co jeszcze przez turys­tów zadep­tane nie zostało. Nie wyjechałem. I mówię jak jest.