Od pewnego cza­su zacząłem oglą­dać trochę więcej sportu. Ale i tak, gdy rozpoczy­nały się zimowe igrzys­ka w Pjongczan­gu, nie spodziewałem się, że poświęcę im aż tak dużo cza­su.

Że obudzę się o 3 nad ranem, by oglą­dać finał męskiego half-pipe’a. Że wykupię dostęp do Eurosport Play­era i będę ukrad­kiem w pra­cy jed­nym okiem oglą­dał zma­gania żeńskiego i męskiego hoke­ja na lodzie. Ani że w niedzielę wstanę o 5 rano, by przeży­wać finał tegoż hoke­ja. A emoc­je były ogromne.

Continue Reading "Finał hokeja na olimpiadzie w Pjongczang"

Z zeszło­ty­god­niowych postów wyni­ka, że mój powrót do pisa­nia zbyt wielu z Was nie zain­tere­sował. Nie ma się co dzi­wić — po roku mil­czenia, by o sobie przy­pom­nieć będę musi­ał się trochę napra­cow­ać.

Ocieplanie wiz­erunku rozpoczy­nam od ser­wowa­nia muzy­cznych nowinek. W tym tygod­niu jest wyjątkowo świeżo — wszys­tkie propozy­c­je swo­ją pre­mierę miały w ciągu ostat­nich sied­miu dni. Smacznego!

Continue Reading "Sztos Alert #65"

Pol­skiemu rapowi poświę­ciłem dwie dekady mojego życia. Nie jestem ekspertem, bo śledzę go bard­zo wybiór­c­zo. I kocham go miłoś­cią płon­ną, choć coraz częś­ciej dochodzę do wniosku, że to miłość żony alko­ho­li­ka.

Ostrzegam — tekst pozbaw­iony będzie więk­szej głębi, nato­mi­ast przepełniony będzie westch­nieni­a­mi spod znaku “Za moich cza­sów…”.

Continue Reading "Nie rozumiem współczesnego rapu"

Od pewnego cza­su staram się przy­woz­ić z podróży winy­lowe pamiąt­ki. Jeśli miejscem docelowym jest w miarę duże mias­to, to nieza­leżnie czy jest to Pra­ga, Berlin, Warsza­wa czy Gdańsk — zawsze staram się zlokali­zować na mapie lokalne dzi­u­ple z czarnym złotem. A następ­nie zaplanować trasę spacerową tak, by obok które­jś z nich się „przy­pad­kiem” znaleźć. Zazwyczaj przy tej okazji moje­mu „oh, yeah” towarzyszy Karol­ki zroz­pac­zone „Och, nie”.

Z każdą z takich wiz­yt i podróży wiążą się różne his­to­rie, które kończą na fejs­buku, insta­gramie czy w pry­wat­nych roz­mowach. I chy­ba czas, by zacząć archi­wiz­ować je tutaj.

Przy okazji chci­ałbym powal­czyć trochę z mitem, że winyle muszą być dro­gie. Nie muszą. Tylko trze­ba się o to trochę postarać.

Dziś poczyta­cie o moich doświad­czeni­ach z winy­la­mi w Łodzi.

Continue Reading "Diggowanie ręce brudzi — Łódź"

Przy okazji ostat­niej migracji pomiędzy sys­tema­mi oper­a­cyjny­mi postanow­iłem prz­erzu­cić trochę danych między dyska­mi. W wyniku tych oper­acji okaza­ło się, że na przestrzeni ostat­nich dziesię­ciu lat zro­biłem za pomocą różnych urządzeń cyfrowych zdję­cia ważące blisko ter­aba­jt.

Zdałem sobie sprawę z tego, że te wszys­tkie uch­wycone chwile stanow­ią dla mnie wyłącznie ciąg zer i jedynek zapisanych na dyskach. I szcz­erze przyz­nam — źle mi z tym.

Continue Reading "Moja pierwsza fotoksiążka"

To miał być post o nowym Taco. O tym jak bard­zo szanu­ję fakt, że nowy „Szpryc­er” jest total­nym prze­ci­wieńst­wem wszys­tkiego co doty­chczas zro­bił. Oraz o tym, jak bard­zo lirycznie złą płytą jest on. I że ogól­nie jestem równie moc­no zaskoc­zony, jak i zaw­iedziony. Ale tekst ów nie pow­stanie.

Bo po pier­wsze… wszys­tko co miałem napisać, napisałem już tutaj. Po drugie — trze­ci rok z rzę­du napisałbym tekst o Szcześ­ni­aku w okre­sie waka­cyjnym, a to wyglą­dało­by jak odgrze­wanie kotle­ta w okre­sie ogórkowym. A po trze­cie — w ciągu ostat­nich 30 dni pojaw­iło się wyjątkowo dużo muzy­cznej dobro­ci. A że zarzu­cono mi ostat­nio, że oblałem egza­min z szy­bkiego rekomen­dowa­nia nowych albumów, to staram się odro­bić lekcję i tymże nowoś­ciom poświę­cić tu trochę miejs­ca.

Więc jaz­da.

Continue Reading "Muzyczny lipiec"

24 czer­w­ca star­tu­je kole­j­na edy­c­ja Fes­ti­walu Kul­tu­ry Żydowskiej w Krakowie. Ponown­ie będę miał przy­jem­ność uczest­niczyć w tym wydarze­niu jako akredy­towany bloger. Przegląd rozkładu jazdy i wybór naj­ciekawszych moim zdaniem jego punk­tów stał się tu już nie­jako trady­cją.

Dlat­ego nie mogło go zabraknąć i w tym roku. Zatem… Lec­imy!

Continue Reading "Moje typy na 27. FKŻ"

Policzyłem. Wszys­tko bard­zo dokład­nie.

Wszys­tkie roz­mowy, esemesy i wiado­moś­ci przesłane wszelki­mi możli­wy­mi kanała­mi komu­nikacji. Policzyłem dziś to wszys­tko bard­zo dokład­nie i wyszło mi, że przede mną jeszcze jakieś 5400 lat w zdrow­iu, szczęś­ciu, pomyśl­noś­ci, luk­susie…

Continue Reading "5400 lat"