Muzyczny marzec

Categories cykl, muzyczny

Nim pod­sumu­ję kwiet­niowe podróże po muzy­cznym wszechświecie, winien jestem Wam rozlicze­nie się dźwięka­mi, które towarzyszyły mi w mar­cu.

W poś­cie tym przeczy­tać będziecie mogli o pły­tach wydanych pięknie, tych co pięknie miały wyglą­dać, a okaza­ły się niefunkcjon­alne i o zes­pole odkry­tym dzię­ki Spo­ti­fy… Bez przy­długich wstępów — zapraszam!

Ostry — Jazz w wolnych chwilach

Kiedy dowiedzi­ałem się, że Asfalt planu­je świę­tować 10-tą rocznicę ukaza­nia się „Jaz­zu w wol­nych chwilach” wyda­jąc kolekcjon­er­s­ki boks z cztere­ma winy­la­mi, wiedzi­ałem że musi to stanąć na mojej półce. Trochę obaw­iałem się ceny, pamię­ta­jąc sprzed dwóch lat kolab­o­rację O.S.T.R. x WFD, która wydana w formie dwóch winyli w nakładzie 700. sztuk kosz­towała pon­ad 200 zło­tych.

Asfalt wyciągnął chy­ba wnios­ki z tego wydawnict­wa — album, który miał zejść na pniu, wisi w sklepie do dziś. Ostate­cznie cena tego okolicznoś­ciowego bok­sa ustalona została na poziomie 130 zło­tych. Zamówie­nie złożyłem w dniu, w którym ruszył pre­order (czyli w wig­ilię 2013) i czekałem na przesyłkę jak na szpilkach. Ter­min pre­miery prze­suwany był chy­ba dwukrot­nie i ostate­cznie album trafił w moje łap­s­ka w mar­cu.

Wydany jest przeep­icko i szcz­erze mówiąc jest to chy­ba jed­na z najlep­szych inwest­y­cji pły­towych jakie poczyniłem.

Metro — Metroit City

W cza­sach kom­pak­tów, empetró­jek i (w końcu) streamin­gu, Metro kon­sek­went­nie od 2006 roku wyda­je swo­je albumy na wosku. W zasadzie z całego jego dorobku — a jest niezwyk­le płod­nym artys­tą — tylko Pol­skie Karate nie doczekało się wyda­nia na tym nośniku (#smuteczek).

Do zakupu “Anti­do­tum 1” przekon­ali mnie zna­j­du­ją­cy się na niej goś­cie. Zawsze cieszyły mnie wszys­tkie nowe numery z udzi­ałem Dinala, Afron­tu, Teta, Ostrego czy Tymona, więc zgro­madze­nie ich na jed­nym wydawnictwie było dla mnie czymś wyjątkowym. No i tak od tego 2006 płynę.

Szczęśli­wie zdążyłem z zaku­pem “Metroit City”, bo kil­ka dni później sta­tus krąż­ka w sklepie Queen Size Records zmienił się na „wyprzedany”. Za poligrafię znów odpowiedzial­ny był Sain­er i znów zro­bił to najlepiej! Świet­nie pro­duk­cyjnie mate­ri­ał ubrany w doskon­ałe szaty.

W zasadzie z całej dysko­grafii Metrowskiego nie mam na półce tylko Declaime’a i Baati­na. Ale to już tylko kwes­t­ia cza­su :)

Freeway & Jake One — The Stimulus package

Lubię od cza­su do cza­su postaw­ić na półce fajnie wydane / wyglą­da­jące pły­ty. Więc, gdy kil­ka lat temu zobaczyłem ten album, wiedzi­ałem że które­goś dnia trafi on na moją półkę.
Od dłuższego cza­su zna­j­dował się na wish­liś­cie w Ama­zonie i zamaw­ia­jąc ostat­nio stamtąd książ­ki postanow­iłem w końcu prz­erzu­cić go do koszy­ka w celu przekroczenia kwoty gwaran­tu­jącej dar­mową przesyłkę do Pol­s­ki (którą swo­ją drogą Ama­zon zlik­wid­ował kil­ka dni później).

Jake One pier­wsze szli­fy zdoby­wał w G-Unit. Free­way przed­staw­iał się zwrotem “your favorite rapper’s favorite rap­per”, którego na naszej sce­nie użył później Janek Wyga przy okazji swo­jego debi­u­tanck­iego albu­mu. Trafiłem na nich na etapie fas­cy­nacji wytwórnią Rhymesay­ers, wyda­jącej takich kotów jak Broth­er Ali, Abstract Rude’a, Blue­printa czy Atmos­phere.

Ich połącze­nie do solid­ny kom­bos trusku­lowego rapu, ale tak na prawdę krążek ten kupiłem właśnie z powodu formy jego wyda­nia. Obe­jrzany kil­ka lat temu film pro­mo­cyjny bard­zo moc­no nakrę­cił mnie na zakup tego wydawnict­wa. W rzeczy­wis­toś­ci wypadł nieco gorzej… Ban­dero­la roz­padła się przy pier­wszej pró­bie jej ponownego założe­nia, wyciąg­nię­ta wkład­ka wraca na swo­je miejsce ze sporym oporem, a sama pły­ta nie jest w żaden sposób zabez­piec­zona przed porysowaniem…

#OdkrywamZeSpotify: Deluxe

Na przestrzeni ostat­niej dekady sposo­by wielokrot­nie zmieni­ałem sposo­by odkry­wa­nia nowej muzy­ki. Zaczy­nałem z Pan­dorą, którą swego cza­su udało mi się całkiem nieźle wyszkolić w ser­wowa­niu utworów, które mogą mi się spodobać. Później przyszedł czas MySpace’a, SoulSee­ka i wybranych blogów muzy­cznych.

Szcz­erze przyz­nam, że dostęp­na w Spo­ti­fy funkcjon­al­ność rekomen­dacji artys­tów na pod­staw­ie odsłuchi­wanych utworów dopra­cow­ana jest do per­fekcji. Dzię­ki niej wracam do wykon­aw­ców, o których już dawno zapom­ni­ałem, ale przede wszys­tkim — znowu poz­na­ję całą masę nowych dźwięków, do których — ze wzglę­du na dosyć sze­rok­ie zain­tere­sowa­nia muzy­czne — samemu pewnie nigdy bym nie dotarł.

W mar­cu najwięk­szą perełką był dla mnie Deluxe. Mech­a­nizm rekomen­dacji zaser­wował mi tą propozy­cję dzię­ki wcześniejsze­mu katowa­niu Parov Ste­lara oraz Car­a­van Palace. Czyli kluczem był tu elec­tro swing.

To szóst­ka Fran­cuzów, której twór­c­zość jest połącze­niem brzmień z pogranicza hip hopu, funku, swingu i jaz­zu, wyda­ją­ca swój mate­ri­ał w wytwórni powołanej do życia przez Chi­nese Man (których twór­c­zość, dro­gi czytel­niku, również sprawdz­ić winieneś). Ja to lubię, pole­cam i szanu­ję. I strasznie chci­ałbym zobaczyć ich kiedyś na żywo!