Muzyczny alfabet 2015 [świat]

[A – B] [C – D] [E – F] [G – H] [I – J] [K – L]
[M – N] [O – P] [Q – R] [S – T] [U – W] [X – Z]

G jak GosT

Wyko­rzys­tane w ścieżce dźwiękowej fil­mu Dri­ve “Night­call” Kavin­sky’ego otworzyło drzwi na salony syn­te­ty­cznym elec­tropopowo — housowym dźwiękom. Od tego cza­su co chwilę pojaw­ia­ją się kole­jne pro­jek­ty, które sto­jąc obok siebie brzmią dokład­nie tak samo. Tak samo dobrze.

Ale pochodzą­cy z Fin­landii GosT zde­cy­dowanie wychodzi przed szereg. Przy pier­wszym kon­tak­cie poza muzy­cznym miałem wraże­nie, ze to jak­iś black met­alowy twór. Dzi­w­na typografia (zwłaszcza wytwórni Blood Music), trupie cza­s­ki, pen­ta­gramy, czy krzyże raczej nie zapowiada­ją elek­tron­icznej masakry (no może poza Justice’owymi krzyżami).

Muzy­cznie na najnowszej pły­cie “Behe­moth” GosT nie bierze jeńców. Surowy. Niepoko­ją­cy. Drapieżny. Bru­tal­ny. Intrygu­ją­cy. Hip­no­tyzu­ją­cy. Najlep­szy. Wręcz… epicki.

G jak Garden City Movement

Odkryci przy okazji tegorocznego Fes­ti­walu Kul­tu­ry Żydowskiej. Wałkowałem ich tem­at tutaj dość niedawno, więc pozwól­cie, że po pros­tu się zacytuję:

Wciąż nie zwal­ni­a­ją tem­pa. W pier­wszej połowie tego roku wydali “Mod­ern West EP”, a kil­ka tygod­ni temu pojaw­ił się kole­jny nowy numer.

Ciężko ich jed­noz­nacznie zak­lasy­fikować muzy­cznie i to czyni ich pro­jekt najpięknięjszym. Wikipedia kat­e­go­ryzu­je ich jako elek­tron­iczny indie pop (dafuq?), choć w sklepie z pły­ta­mi równie dobrze moż­na by ich umieś­cić w kra­cie z nowy­mi bita­mi. Ale po co przy­czepi­ać łat­ki, sko­ro muzy­ka powin­na się bronić sama?

Zestaw­ia­jąc ich z depresyjnym Orim oraz melan­choli­jnym But­ter­ing Trio, brzmie­nie Gar­den City Move­ment ma zde­cy­dowanie najwięk­szy potenc­jał taneczny. I tak też było.

G jak Gilligan Moss

Jed­no z odkryć przy okazji wyszuki­wa­nia cieka­wostek do Sztosów (choć ostate­cznie chy­ba jeszcze tam nie trafił).

Nie będę się tu zbyt­nio rozpisy­wał. „Cer­e­mo­ni­al EP” to bard­zo dopra­cow­ane elek­tron­iczne pro­dukc­je. Sporo tu piani­na, zapęt­lonych wokali i łamanego bitu.

Warto zaz­naczyć, że w pro­mu­ją­cym epkę klip­ie do utworu „Chore­o­graph” widać inspirac­je oskarową ani­macją Zbig­niewa Rybczyńskiego — „Tang­iem”. Ot, ciekawostka.

Naw­iązanie do „Tan­ga” — oskarowej ani­macji Zbig­niewa Rybczyńskiego.


H jak Hot 8 Brass Band

Swo­ją miłość do instru­men­tów dętych wyz­nawałem tu nie raz. Hot 8 Brass Band odkryłem dobrych kil­ka lat temu na etapie pochła­ni­a­nia wszys­tkiego co zostało kiedykol­wiek wydane przez Tru Thoughts. Najpierw trafiłem tam na fenom­e­nalne Young­blood Brass Band, a następ­nie na H8BB.

No więc, Gorą­ca Ósem­ka świę­tu­je w tym roku swo­je dwudziestole­cie. I z tej okazji wydali album „Vicen­ni­al”. Znalazły się na nim całkowicie pre­mierowe utwory oraz zare­je­strowane na nowo dobrze znane sztosy. Taki­mi jak „Sex­u­al Heal­ing”, „What’s My Name” czy „Get up”. Jeśli nie znasz, to warto sprawdzić.

H jak Hollywood Undead

W okoli­cach 1996 pier­wszy raz usłysza­łem Rage Against The Machine w numerze “Bulls on parade” i to spotkanie dosyć jas­no zdefin­iowało to, czego szukam w muzyce. Mogę sobie odlaty­wać w hip­ster­skie house’y, inteligenck­ie indie popy czy elek­tron­iczne wynalaz­ki, ale i tak zawsze będę wracać do cięż­kich gitar z rapowanym wokalem.

Przyz­nam szcz­erze, że o Hol­ly­wood Undead usłysza­łem dopiero w 2015. Choć swo­ją bazę fanów rozpoczęli budować dekadę temu za pomocą MySpace’a (o matko, ile to już lat?).

Brzmieniowo przy­pom­i­na­ją mi pier­wsze nagra­nia Linkin Park. Choć może trochę bardziej zbun­towaną i z mniejszym potenc­jałem na prze­r­o­bi­e­nie na popową papkę.

Cytu­jąc Gaj­dow­icza na pier­wszym Bak­flip­ie: “bęb­ny, gitara i bas są punk­tu­alne”. Do tego trochę elek­tron­icznego kolory­tu, śpiewane refre­ny oraz rapowane zwrot­ki i dosta­ję zespół, z którym będę się lubił jeszcze przez jak­iś czas.

[A – B] [C – D] [E – F] [G – H] [I – J] [K – L]
[M – N] [O – P] [Q – R] [S – T] [U – W] [X – Z]

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12