Muzyczny alfabet 2014

Categories podsumowanie

Naw­igac­ja: [A — B] [C — D] [E — F] [G — H] [I — J] [K — L] [Ł — M] [N — O] [P — Q] [R — S] [T — U] [V — W] [X — Z]

lona

Dobrych sześć lat temu Łon­son z Łeb­sz­tykiem “Insertem” pokaza­li, że do słuchacza pod­chodzą z należy­tym sza­cunkiem. Ci, którym się chci­ało wtedy zain­west­ować* w nową pro­dukcję reprezen­tan­tów Szczeci­na, dostali krążek opakowany w kartonowe pudełko z bonusem w postaci kielisz­ka. Kielona, którego pro­ces pow­stawa­nia został opisany w tytułowym “Inser­cie”. Tworząc w ten sposób jeden z fajniejszych kon­cept albumów w pol­skim rapie.

*Mi nieste­ty wtedy nie chci­ało się zain­west­ować. I plu­ję sobie w brodę po dziś dzień z powodu braku tego wydawnict­wa na półce.

W 2014 wró­cili do tego paten­tu przy okazji się­ga­jąc po dawno zapom­ni­any nośnik. No bo na czym innym moż­na wydać utwór o kore­spon­dowa­niu, jeśli nie na pocztów­ce winy­lowej? Ucieszyłem się, bo do tej pory jedyną pozy­cją na półce w tym for­ma­cie było “Good times” Chic ze zdję­ciem pod­grzy­bków (w okoli­cach syl­wes­tra wygrze­bałem w kotłowni u bab­ci jeszcze kil­ka Break­outów).

Pocztów­ki kupiłem trzy, licząc na to że sprzedam je kiedyś za grube hajsy. Ostate­cznie dwie z nich posłużyły za kar­ty urodzi­nowe, sprezen­towane Stąn­dowi i Człowiekowi, Który Zgu­bił Słuchaw­ki (mam nadzieję, że cho­ci­aż prezen­tu nie zgu­bi, siero­ta). For­mat wydawnict­wa spełnił zatem swo­je dodatkowe zadanie.

Muzy­cznie, tek­stowo, kon­cep­cyjnie — majster­sz­tyk.


mamaselita

To był dobry rok. Zarówno pod wzglę­dem naszych muzy­cznych, jak i pry­wat­nych relacji.

Kil­ka dobrych kon­certów w Krakowie — cieszy fakt, że zwłaszcza przy okazji ostat­niej sztu­ki to mias­to odd­ało mamie należy­ty sza­cunek, staw­ia­jąc się tłum­nie w Pięknym Psie. Kil­ka cięż­kich melanży w całej Polsce — od Kraków, przez Warsza­wę, po Trójmi­as­to. Ale przede wszys­tkim — “Mate­ri­al­iś­ci”.

Byłem na bieżą­co z całym pro­ce­sem rejes­tracji i obrób­ki mate­ri­ału, pro­ce­su for­mowa­nia się postaci fizy­cznej i dogry­wa­nia wydaw­cy. Miałem przy­jem­ność odsłuchać zaraz po powro­cie chłopaków z sesji nagran­iowej w stodole zare­je­strowanych tam brud­nych ścieżek. Ale od tego eta­pu do samego koń­ca pow­strzymy­wałem się od sprawdzenia gotowego mate­ri­ału do momen­tu, gdy trafi on w moje ręce w fizy­cznej postaci.

I było na co czekać. Muzy­cznie nadal Seli­towo — momen­ta­mi ciężko i dosad­nie, w innych miejs­cach spoko­jniej i wszech­stron­niej. Track­lista ułożona jest trochę sinu­soidal­nie — dynam­iczne utwory poprzeci­nane są wol­niejszy­mi punk­ta­mi pro­gra­mu. I nie zrozum­cie mnie źle — to nie jest zarzut mówią­cy o nierównym rozłoże­niu. Wręcz prze­ci­wnie — chłopa­ki po nabra­niu rozpę­du zwal­ni­a­ją, dając chwilę na wyreg­u­lowanie tęt­na przed kole­jnym uderze­niem ze zdwo­joną siłą. I sprawdza się to doskonale. Cieszy fakt, że pojaw­ił się pier­wszy anglo­języ­czny numer. Nie skipu­ję. Ostat­nio nawet coraz częś­ciej klikam “repeat”.

Kil­ka miesię­cy temu w finale kwal­i­fikacji do Przys­tanku Wood­stock chłopa­ki zgar­nęli nagrodę w postaci sesji nagran­iowej w leg­en­darnym Izabelin Stu­dio. Czekam na efek­ty!

Swo­ją drogą — daj­cie już spokój z tymi porów­na­ni­a­mi do Rage Against The Machine, Red Hotów czy tam kilku innych kapel, których etyki­etka­mi próbu­je­cie zaszu­flad­kować Selitę. Drugą płytą udowad­ni­a­ją, że “oni gra­ją jak oni” i nikt w Polsce nie robi tego lep­iej.

Naw­igac­ja: [A — B] [C — D] [E — F] [G — H] [I — J] [K — L] [Ł — M] [N — O] [P — Q] [R — S] [T — U] [V — W] [X — Z]