Degustacje Groszków: Restauracja “Ewa Zaprasza”

Prze­jeżdża­jąc przez Sasi­no opisy­wanej restau­racji nie sposób jest nie zauważyć — wszak umiejs­cowiona jest ona w samym cen­trum niewielkiej wios­ki usy­tuowanej wzdłuż przelo­towej dro­gi. Wnętrza Ewy… bardziej przy­po­mi­a­ją zad­baną przy­drożną gospodę niż miejsce, w którym w week­endy nie zjesz tu obiadu bez wcześniejszej rez­erwacji.

Bałtyk

W 2011 odkryliśmy swo­ją oazę spoko­ju. Od trzech lat staramy się spędzać końcówkę lata (a w zasadzie już wczes­ną jesień) nad pol­skim morzem. Miastecz­ka, które w miesią­cach waka­cyjnych pęka­ją w szwach, we wrześniu i październiku niemal całkowicie wylud­ni­a­ją się. Będąc tam cza­sem kupu­je­my crois­san­ty i donu­ty w Lid­lu oraz kawę na stacji ben­zynowej (ku naszej uciesze Shell wprowadz­ił dys­try­b­u­to­ry z kawą z Cof­fee Heav­en) i zaszy­wamy się na pustej plaży w Chału­pach (lub innym frag­men­cie Półwyspu Hel­skiego), czy­ta­jąc książ­ki lub po pros­tu patrząc w naras­ta­jące fale zbier­amy myśli i ładu­je­my baterie. Innym razem wsi­adamy w auto i jedziemy wzdłuż linii brze­gowej, sprawdza­jąc co nad­morskie miejs­cowoś­ci mają do zaofer­owa­nia.

W trak­cie pier­wszej z tych wypraw strasznie żałowałem, że nie udało nam się zajrzeć do mieszczącej się na krańcu świa­ta latarni Sti­lo (po sezonie nad­morskie latarnie czynne są krócej). Po powro­cie do Krakowa wspom­i­na­jąc o tej nieu­danej pró­bie zna­jomej, w odpowiedzi usłysza­łem pytanie czy będąc w tamte­jszych okoli­cach zajrzeliśmy do mieszczącej się w miejs­cowoś­ci Sasi­no restau­racji Ewa Zaprasza. Po krótkim opisie, z którego wynikało, że sza­mę ser­wu­ją tam fenom­e­nal­ną do tego stop­nia, że ludzie w week­endy potrafią prze­jechać kilka­set kilo­metrów tylko żeby wpaść tam na obi­ad (dla przykładu: 430km w jed­ną stronę z Warsza­wy), zrozu­mi­ałem, że wró­cić tam musimy. A gdy w tym roku postanow­iliśmy w trak­cie pon­ad­ty­god­niowego urlopu zobaczyć jak najwięcej latarni mors­kich (udało się osiem!), wiadomym było, gdzie zje­my obi­ad przy okazji odwiedzin Sti­lo.

Ewa z Sasina

Prze­jeżdża­jąc przez Sasi­no opisy­wanej restau­racji nie sposób jest nie zauważyć — wszak umiejs­cowiona jest ona w samym cen­trum niewielkiej wios­ki usy­tuowanej wzdłuż przelo­towej dro­gi. Wnętrza Ewy… bardziej przy­po­mi­a­ją zad­baną przy­drożną gospodę niż miejsce, w którym w week­endy nie zjesz tu obiadu bez wcześniejszej rez­erwacji. W środ­ku jest bard­zo uni­w­er­sal­nie, co trak­tu­ję jako zaletę, a nie przy­warę. Spędza­jąc kilka­naś­cie dni na Pomorzu w pewnym momen­cie wszys­tkie odwiedzane region­alne jadal­nie zaczy­na­ją być do siebie podob­ne. Tutaj czuliśmy się, jak­byśmy goś­cili u pani Ewy w domowej jadal­ni — było przy­tul­nie, ciepło i przy­jaźnie.

Zamawiamy

W kar­cie dań domin­u­je głównie kuch­nia pol­s­ka, choć znaleźć moż­na całkiem niezły przegląd przez kuch­nię fran­cuską. Cieszy fakt, że i rozpię­tość cenowa jest dość duża, pozwala­jąc zarówno bardziej zamożnej klien­teli wyjść zad­owolonej z wykręce­nia rachunku za kil­ka stówek, jak i tym bardziej spoglą­da­ją­cym na stan kon­ta smakowicie się poży­wić. Żeby być fair, przyz­nać muszę, że gdy­by prze­nieść to miejsc na stołeczny Nowy Świat lub krakows­ki Rynek, ceny swo­bod­nie by moż­na pod­nieść o połowę, a i tak miejs­ca trze­ba by rez­er­wować z kilkud­niowym wyprzedze­niem.

Ponieważ Karol­ka ma spust co najm­niej o połowę mniejszy niż ja, zdarza się nam zamaw­iać dania z menu… dziecięcego. Tak było i tym razem, a traf padł na gril­lowaną pierś z kur­cza­ka, ser­wowaną z fry­tka­mi i gotowaną marchewką. Moją uwagę z kolei przykuła podawana w sosie kurkowym ziem­ni­aczana bab­ka ze skwarka­mi. Chwilę zas­tanaw­ial­iśmy się nad przys­tawką, jed­nak okaza­ło się, że w ramach startera restau­rac­ja ser­wu­je śledzia w śmi­etanie majonezie (dzię­ki za spros­towanie w komen­tarzach!). A że w trak­cie tego urlopu — spędzanego na Mazu­rach i Pomorzu — postanow­iłem przeła­mać swo­ją wielo­let­nią niechęć do tejże ryby, nie staw­ial­iśmy oporu.

I przyz­nam szcz­erze, że śledź ów, podany na fikuśnym krysz­tałowym półmisku w ksz­tał­cie ryb­ki (plus dla nas po takim samym talerzyku do kom­ple­tu), przy­go­towany w drob­nych kawałkach zato­pi­onych w gęstej śmi­etanie majonezie, miło pobudz­ił nasze kub­ki smakowe, dając nadzieję na to, że wyjdziemy stąd z pełny­mi brzucha­mi i uśmiechem na ustach. Po chwili na stół wjechały dania główne.

Pierś z kur­cza­ka przy­go­towana była wręcz doskonale — delikatne (jak na dziecięce menu przys­tało) mię­so ide­al­nie miękkie w środ­ku zamknięte zostało na skutek gril­lowa­nia w chrupiącej warst­wie zewnętrznej. O fry­tkach nie ma co się rozpisy­wać — moż­na je spieprzyć ser­wu­jąc gumowatą i mokrą mamałygę lub podać ide­al­nie złotawe, cie­ni­utkie i chrupiące ziem­ni­aczane palusz­ki. Jak się nie trud­no domyślić, na Karol­ki talerzu zna­j­dowali się reprezen­tan­ci tej drugiej kat­e­gorii. Nawet z tak zwykłego warzy­wa jaką jest marchewka udało się kuchar­zom z restau­racji Ewa Zaprasza stworzyć coś wyjątkowego. Gotowane mini marchewecz­ki fajowo miękkie — wręcz maślane i lekko słod­kawe w towarzys­t­wie kalafio­ra i rzeżuchy ide­al­nie kom­ponowały się z resztą dania. Z przy­jem­noś­cią pod­jadałem te wszys­tkie pysznoś­ci z talerza obok.

Z babką ziem­ni­aczaną sty­czność miałem pier­wszy raz i zupełnie nie wiedzi­ałem czego się spodziewać. Choć wiz­ual­nie może nie była wirtuoz­er­skim popisem, to zde­cy­dowanie mówiła do mnie “obiecu­ję, będę smacz­na”. Ku mojej uciesze — nie kła­mała. Na talerzu przy­witałem się z dwoma pokaźny­mi plas­tra­mi mię­ci­utkiej, wilgo­t­nej i aro­maty­cznej bab­ki, obfi­cie nafasze­rowanej skwarka­mi ide­al­nie przeła­mu­ją­cy­mi struk­turę ziem­ni­aczanej masy. Całość oblana była ide­al­nie gład­kim i żół­ci­utkim sosem z kurek. Wszys­tko to przy­oz­do­bione zostało kiełkową zie­len­iną i mali­na­mi, które z kurka­mi smaku­ją wybornie!

Podsumowanko

Miłym akcen­tem na koniec okazał się rachunek — za dwie herbaty, przepysznego śledzia na przys­tawkę oraz dwa smaczne dania główne zapła­cil­iśmy poniżej 60. zło­tych, więc relac­ja jakoś­ci do ceny jest tu doskon­ała.

Pod­sumowu­jąc — warto było tam zajrzeć. Nie wiem czy mieszka­jąc w Warsza­w­ie mielibyśmy ochotę wyskoczyć tam na week­endowy obi­ad, mieszka­jąc w Krakowie takiej ochoty raczej nie mamy. Ale zde­cy­dowanie jest to miejsce godne polece­nia w stu pro­cen­tach i na pewno będąc w przyszłym roku nad Bał­tykiem naszą trasę zaplanu­je­my tak, by prze­b­ie­gała przez Sasi­no. Z pewnoś­cią będzie to w porze obi­ad­owej.


Restau­rac­ja “Ewa Zaprasza” | Sasi­no, ul. Mors­ka 49, 84–210 Choczewo (street view) | www | face­book