2k13MUZ, czyli podsumowanie roku w muzyce

Categories muzyka, podsumowanie

Po trwa­ją­cym dwa lata powro­cie do fas­cy­nacji pol­skim rapem (sprawdź moje recapy dla dig­gin z 2011 i 2012), w bieżą­cym roku udało mi się wyjrzeć trochę dalej poza tą szu­flad­kę. I choć w tegorocznym zestaw­ie­niu ponown­ie domin­u­ją rapowe albumy, to mimo wszys­tko znalazło się też miejsce dla inny­ch brzmień.

Przede wszys­tkim, to znów był dobry rok dla muzyki. I w niniejszym poś­cie spróbu­ję się z nim god­nie pożeg­nać. Zapraszam do pod­sumowa­nia najlep­szy­ch płyt oraz utworów z jakimi miałem sty­czność w kończą­cym się 2k13.

Dzika karta
Szpilersi — “zDECydowanie”

Decó, Pan­da i Sad Man wdar­li się do tego zestaw­ienia z dziką kartą. Krążek jeszcze ciepły, bo pre­mierę miał w połowie grud­nia i przyz­nam szcz­erze, że nie zdążyłem się osłuchać jeszcze z tym mate­ri­ałem. Miałem nato­mi­ast szczęś­cie poz­nac część utworów na żywo na dłu­go przed tym, zan­im ujrza­ły ona światło dzi­en­ne.

Tak się przemiło poskładało, że chłopaki swój pier­wszy kon­cert zagrali w ramach “83 ‘Till Infin­i­ty”, czyli orga­ni­zowanej w kwiet­niu przeze mnie i Karolkę imprezy urodzi­nowej (o czym wkrótce w innym pod­sumowa­niu). Po ich sza­lonym wys­tępie bard­zo ostrzyłem sobie zęby na ten mate­ri­ał i wstęp­ny odsłuch udowad­nia, że moje oczeki­wa­nia zostaną spełnione. Dlat­e­go wkładam “zDE­Cy­dowanie” do tegoroczne­go zestaw­ienia nie­jako awansem.

Odsłuch: YouTube

 

#10
Rasmentalism — Za młodzi na Heroda

U Ras­men­tal­is­mów lubię to, że nie próbu­ją łok­ci­ami przepy­chać się w wal­ce o tron. Nie zab­ie­ga­ją o lajki, łap­ki w górę czy udostęp­ni­an­ie swoich treś­ci na naszy­ch ścianach. Rzeczy wychodzące pod ich szyldem są tak doskon­ałe, że robimy to sami z siebie.

Obok Szpil­er­sów, to kole­jny album AD 2k13, który z racji wyda­nia pod koniec roku, zapewne pochłonie sporo moje­go cza­su w kole­jny­ch miesią­cach. Soczys­te bity, świet­ny sto­ry­telling i śpiewane refreny sumu­ją się w postaci napakowane­go emoc­jami krążka, który moc­no wyróż­nia się na tle pozostały­ch wydawnictw z półki z pol­skim rapem, mimo że w kończą­cym się roku znowu wyszła cała masa bard­zo dobrych pozy­cji.

Odsłuch: Spo­ti­fy | YouTube

 

#9
Eminem — The Marshall Matters 2

Wró­cił. I to w jakim sty­lu! Przyz­nam szcz­erze, że po wydanej 13. lat temu „The Mar­shall Mat­ters LP” nasze drogi się rozeszły. Dwie pier­wsze pły­ty Emine­ma częs­to goś­ciły w moich słuchawkach, ale wszys­tko co wyszło później zupełnie do mnie nie trafi­ało.

Berz­erk” dał mi do zrozu­mienia, że Em szyku­je coś niezłe­go, „Sur­vival” zapal­ił kon­trolkę: „warto czekać”, „Rap God” uświadomił, że ten krążek zna­jdzie swo­je miejsce w całorocznym pod­sumowa­niu najlep­szy­ch płyt.

Odsłuch: Spo­ti­fy

 

#8
Daft Punk — Random Access Memories

Dłu­go się wahałem, czy umieszczać ich album w tym pod­sumowa­niu, bo emoc­je z nim związane w tym roku ewolu­owały z miłoś­ci do przesy­tu. Ale — tak samo jak w przy­pad­ku „The Heist” Macklemore’a i Lewisa — stwierdz­ić mogę tylko, że tej zmi­an­ie w moich odczu­ci­ach nie są win­ni artyś­ci. W grun­cie rzeczy wszys­tko, co dzi­ało się wokół tego krążka było jak najbardziej zasłużone.

To doskon­ały i spójny album. Zupełnie inny od wszys­tkiego co zro­bili do tej pory, przez co zasługu­je na jeszcze więk­sze oklaski. Częs­to to pod­kreślam — szanu­ję artys­tów, którzy zami­ast klepać pięt­nasty krążek w tym samym sty­lu — tylko żeby spełnić oczeki­wa­nia fan­klubu — robią rzeczy zgod­ne z aktu­al­nymi inspirac­jami. Szanu­ję.

Odsłuch: Spo­ti­fy | YouTube

A tu cieka­wostka, na którą trafiłem w trak­cie poszuki­wań wer­sji alter­naty­wnej “Get Lucky”:

#7
Rudimental — Home

Chwilę zajęło zan­im „Wait­ing all night” mi weszło, ale gdy ten moment nastąpił, trafiło na listę najczęś­ciej rotowany­ch numerów. „Home” to dla mnie w pewnym sen­sie sen­ty­men­tal­ny powrót do drum’n’bassowych i luquid funkowych brzmień, które eksplorowałem trochę głę­biej jakąś dekadę temu. Na tym krążku pobrzmiewa mi i Tony Cole­man z Lon­don Elek­tric­i­ty, i Son­ic Trip, i Elec­tric Rude­boyz. Faj­na, ener­gety­cz­na pły­ta.

Odsłuch: Spo­ti­fy

 

#6
Aceyalone — Leanin’ on slick

Zawsze miałem słabość do roman­su rapu z funkowo — soulowymi brzmieni­ami. Aceyalone jest jed­nym z tych kotów, którzy w tym tema­cie zawsze dowożą najwyższą jakość. Wydana cztery lata temu “The Lone­ly Ones” była swoistym hołdem dla osad­zony­ch w lat­ach sześćdziesią­ty­ch brzmień rodem z wytwórni Motown, a tegoroczny album jest nie­jako kon­tynu­acją tego pomysłu.

Jeeeezu, jak ta pły­ta buja! Aceyalone pły­wa po wybit­ny­ch pro­dukc­jach Bionika jak Michael Phelps w olimpi­jskim base­nie i nie chodzi tu o tem­po, a po pros­tu o najwyższy poziom sztuki. Mam nadzieję, że dane mi będzie kiedyś zobaczyć Aceyalone’a na żywo, bo show to może być wyjątkowy

Odsłuch: Spo­ti­fy

#5
RJD2 — More Is Than Isn’t

Jego pro­dukc­je towarzyszą mi od pon­ad dekady i z niezwykłą cieka­woś­cią sprawdzam wszys­tkie kole­jne mate­ri­ały. To jeden z tych artys­tów, który nie tylko potrafi tworzyć świet­ne albumy we współpra­cy z rap­erami (vide pro­jekt Soul Posi­tion z Blue­print­em czy “Mag­nif­i­cent City” nagranej z Aceyalone), ale również jest królem hip-hopu instru­men­tal­ne­go z kat­a­lo­giem pełnym takich sztosów jak “Ghost­writ­ter”, “1976” czy “The Hor­ror”.

Tegorocz­na pły­ta jest pewne­go rodza­ju przekro­jem przez jego doty­chcza­sowe doko­na­nia — zna­jdziemy tu klasy­czne łamacze karku, kojarzące się z jego pier­wszymi pły­tami, jak i ekspery­men­ty z bardziej ekspery­men­tal­nymi brzmieni­ami. Lubię to.

Odsłuch: Spo­ti­fy | YouTube

 

#4
Kixnare — Red

https://www.youtube.com/watch?v=GOei51E65Vs

Oczy­wiś­cie, w moim pod­sumowa­niu nie może zabraknąć kogoś ze sta­jni U Know Me Records. W tym roku rola reprezen­tan­ta tejże wytwórni przy­padła Kixnare’owi.

Wyda­je mi się, że dla Kixa to był chy­ba dobry rok. Sin­glowe “Guc­ci Dough” dało się słyszeć w bard­zo wielu miejs­cach, nie zawsze do koń­ca “typowych” (wyko­rzysty­wało je m.in. TVP jako tło muzy­czne w “Voice of Poland”), a samo “Red” było jed­ną z tych płyt, do których w 2k13 wracałem chy­ba najczęś­ciej.

Cieszy mnie to okrut­nie, bo obser­wu­ję rozwój Łukasza od wielu lat, trzy­mam kciuki za dal­szy rozwój i z niecier­pli­woś­cią czekam na każdy nowy numer.

Odsłuch: Spo­ti­fy

 

#3
Sztigar Bonko — Jo sznupia

Ten pro­jekt brzmi tak bard­zo absurdal­nie, że aż WHOA! Turntab­lis­ta z wielo­let­nim doświad­cze­niem postanaw­ia nagrać płytę, na którą nie tylko zro­bi bity, które brzmieć będą jak niepub­likowane wcześniej instru­men­tale Cypress Hill, nie tylko sam sobie wszys­tko zara­pu­je, to jeszcze… ZROBI TO, UŻYWAJĄC ŚLĄSKIEJ GWARY.

Dzi­waczny­ch ekspery­men­tów na rodz­imej sce­nie muzy­cznej było już wiele, ale żaden z nich do tej pory nie trafił do mnie tak bard­zo, jak Szti­gar. Opub­likowany kilka chwil po pre­mierze utwór “Poli Ci się mor­da” z gościn­nym udzi­ałem Sensi’ego daje nadzieję na to, że “Jo sznu­pia” to nie jed­no­ra­zowy ekspery­ment, bo zde­cy­dowanie chci­ałbym więcej tego typu pro­dukcji! Boom bap — orig­i­nal rap!

Odsłuch: Spo­ti­fy | YouTube

 

#2
Charles Bradley — Victim of Love

Uwiel­bi­am takie powroty. Wszys­tko zaczęło się w 2007 od współpra­cy Sharon Jones i The Dap-Kings, czyli cud­owne­go albu­mu “100 days, 100 nights”. Dwa lata temu fas­cynowałem się krążkiem stwor­zonym przez Gila Scott-Herona i Jamiego XX. Jed­ną z najważniejszy­ch płyt 2012. był efekt współpra­cy Bobby’ego Wom­acka z Damone Albarnem, czyli “The Bravest Man in the Uni­verse”. Jest dzi­w­na magia w tych starych, soulowych głosach, która spraw­ia, że nie potrafię przes­tać ich słuchać.

Za pro­jekt z Bradley’em odpowiedzial­ne jest Mena­ham Street Band, czyli gru­pa młokosów ewident­nie żału­ją­cy­ch, że nie urodzili się kilka­dziesiąt lat wcześniej. To gru­pa muzyków gra­ją­cy­ch równole­gle w Antibal­as, El Michels Affair, The Dap-Kings czy Budos Band, dmucha­ją­cy­ch w trąbki, szarpią­cy­ch struny gitar i bęb­nią­cy­ch w gary z takim prze­ję­ciem, że takich gra­jków swoich składach nie pow­sty­dziliby się James Brown, Mar­v­in Gaye czy Ray Charles…

Do ostat­niego momen­tu nie mogłem się zde­cy­dować czy “Vic­tim of love” nie powin­no znaleźć się na szczy­cie tej listy. Prze­grało z kole­jnym albumem, tylko dlat­e­go, że “jedynka” była dla mnie w pewnym sen­sie przeło­mowym krążkiem.

Odsłuch: Spo­ti­fy | YouTube

 

#1
Kanye West — Yeezus

Dłu­go zas­tanaw­iałem się czy to na prawdę był mój tegoroczny numer jeden…

Yeezus trafił na szczyt, bo ten krążęk miał ogrom­ny wpływ na moją muzy­czną per­cepcję. Kanye korzys­ta­jąc z przy­wile­ju zareze­rowane­go dla reprezen­tan­tów fawory­zowane­go przeze mnie rapu wszedł tyl­nim wejś­ciem i… potężnym kopem z póło­bro­tu rozsadz­ił wszys­tko od środ­ka. Zaap­likował mi mate­ri­ał, obok które­go nie dało się prze­jść obo­jęt­nie.

Na początku nie do koń­ca byłem w stanie zrozu­mieć tą płytę i w ogóle what tha fuck? Praw­da jed­nak jest taka, że Yeezus pomógł mi schować głęboko pod łóżko flagę z napisem “again­st mod­ern hip-hop” i zacząć poz­nawać zupełnie nowe, bo ignorowane do tej pory meandry rapowe­go świata. Właśnie tak.

Odsłuch: Spo­ti­fy | YouTube

—————————————————————————

Staw­iam grubą kreskę i bez zbęd­ne­go rozpisy­wa­nia się dorzu­cam kilka utworów, które pojaw­iły się w 2k13.

Mama Selita — Na pół

Miałem okazję przesłuchać surowe instru­men­tale zare­je­strowane na nową płytę i powiem tylko, że… ALEŻ TO BĘDZIE…!

Afront — Vlade Divac

Niespodziewany kombek w postaci poje­dynczego utworu, który daje nadzieję na afron­towy reunion. WIĘCEJ!

Dwa Sławy — BąBąBą

Nie mam już siły ich chwal­ić… Znowu na najwyższym poziomie.

Polskie Karate — Poczuj Moc

Najm­niej bezczel­ny numer na pły­cie Karateków. Mam do niego ogrom­ny sen­ty­ment.

Disclosure — You&Me (Flume Remix)

Gdy­by rank­ing nie doty­czył płyt wydany­ch w 2k13, a tych które najczęś­ciej goś­ciły w odt­warza­czu, swo­je miejsce z pewnoś­cią znalazłby tu Flume. Jego krążek wydany był w poprzed­nim roku kalen­dar­zowym,  związku z czym trafia tu za sprawą remik­su dla Dis­clo­sure

Zorak — Ełdezet

Strasznie cieszę się, że Zorak w końcu wypuś­cił solówkę na legalu. To świet­ny rap­er, który przez ostat­nich kilka lat zro­bił ogrom­ny postęp i ta pły­ta jest uko­ronowaniem pewnej drogi.

7 Days of Funk — Faden Away

Ciężko mi było uwierzyć w duchową reinkar­nację Snoop Dog­ga… A jego kole­j­na przemi­ana — ze Snoop Liona w Snoopzil­lę — związana z nowym pro­jek­tem stwor­zonym z Dam-Funkiem pokazu­je, że był to chwilowy zabieg mar­ketingowy. Mimo wszys­tko — wiel­bię to najnowsze brzmie­nie i jeżeli potrze­bował wstąpi­enia jakiegoś ducha, żeby ruszyć z pro­jek­tami pokro­ju 7 Days of Funk, to ja to szanu­ję!

—————————————————————————

Wasze typy?

Zapy­tałem ostat­nio na Face­booku o pły­ty, które powinienem przesłuchać przed końcem 2k13 i zostałem zasy­pa­ny całą masą konkret­ny­ch albumów, które umknęły mojej uwadze. Gdy­by ktoś chci­ał tu zostaw­ić jakieś swo­je rekomen­dac­je, to będę bardziej niż szczęśli­wy za takowe propozy­c­je :)