2k13BIZ, czyli branżowe podsumowanie roku

Categories biznesy, internety

Kończą­cy się rok był dla mnie nieco specy­ficzny — zaczy­nałem go współt­worząc grę na iOS, później na krótki moment wró­ciłem do inter­ak­ty­wu, by skończyć w zespołu IT firmy rozwi­ja­jącej plat­for­mę do mar­ketingu mobil­ne­go. Co praw­da pod­sumowanie branżowe nie bard­zo wpa­sowu­je się w tute­jsze treś­ci, ale tem­aty związane z inter­netem przewi­jały się tu dosyć częs­to, więc… czemu nie? Zapraszam / przepraszam.

#MobileYear

mobile-year

Od kilku sezonów zapowiadano go w prog­nozach na rok kole­jny. Od pewne­go roku krążył jako sarkasty­czny dow­cip mar­keterów i niek­tórych przed­staw­icieli branży.

W końcu dotar­liśmy do miejs­ca, w którym dokonu­je się pewien przełom. Zauważal­ny przełom. Użytkown­i­cy nie chcą być już przy­wiązani do urządzenia. Chcą być mobil­ni. Tele­fon przes­ta­je służyć do dzwonienia czy eseme­sowa­nia. Coraz śmielej zaczy­namy sobie radz­ić z aplikac­jami dostęp­nymi w naszy­ch urządzeni­ach.

Po mału przyzwycza­jamy się do życia w chmurze. Sko­ro najważniejsze dane trzy­mamy online, chcieli byśmy mieć do nich dostęp zawsze i wszędzie. Coraz więcej osób decy­du­jąc się na wybór aplikacji, bierze pod uwagę to, na ilu plat­for­ma­ch będzie mogła z niej korzys­tać. Potrze­bu­ją dostępu do aplikacji nieza­leżnie od rodza­ju urządzenia czy sys­te­mu oper­a­cyjne­go.

Zaczy­nam też obser­wować zmęcze­nie mobil­noś­cią. Coraz więcej osób zaczy­na zwracać uwagę na to jak i kiedy korzys­ta z urządzeń mobil­ny­ch, wprowadza­jąc pewne reguły ogranicza­jące korzys­ta­nia ze smart­fona.
Nie mówię o heavy user­ach jak Goo , który pisał o tym już rok temu (tem­at porus­zony nieco szerzej, ale również o mobil­noś­ci: http://michal-gorecki.pl/2012/10/social-detox/). Obser­wu­ję to zmęcze­nie również u mniej wyma­ga­ją­cy­ch / uza­leżniony­ch użytkown­ików. Zaczy­namy dostrze­gać nie tylko zale­ty mobil­noś­ci, ale również jej wady.

Dlat­e­go — w pewnym sen­sie — w końcu był to rok mobile’u. Pewnie nie ostat­ni.

Media społecznościowe w końcu społecznościowe…

…a konkret­niej: Face­book.

fb

Jak­iś czas temu ser­wis który miał w dużej mierze służyć do komu­nikowa­nia się ze zna­jomymi odd­al­iśmy (my, użytkown­i­cy) w ręce marek. Śledz­imy ich strony, lajku­je­my i udostęp­ni­amy ich treś­ci, komen­tu­je­my posty (ok, więk­szość robi to w nadziei na nagrody za akty­wność) lub wyle­wamy żale na ich fanpage’ach.

Karmimy adminów tychże stron naszym zaan­gażowaniem pokazu­jąc, że zami­ast poz­nawać ich pro­duk­ty, tak na prawdę wolimy zdję­cia kotków, konkursy orga­ni­zowane „spec­jal­nie dla lubisiów” oraz infor­ma­c­je o tym, że „wjechał piąteczek” pub­likowane… co piąteczek.

Twór­cy Face­booka postanow­ili coś z tym zro­bić i od kilku(nastu) miesię­cy zaob­ser­wować moż­na spore spad­ki zasięgów postów. Ter­az, by zwięk­szyć widoczność pub­likowanej treś­ci trze­ba po pros­tu zapłacić. Szan­sę na prze­bi­cie się do więk­szej grupy mają najbardziej wartoś­ciowe / wiralowe treś­ci. I mam wraże­nie, że Face­book w końcu wraca w ręce ludzi.

Przy okazji, zaczęliśmy się angażować w mniej lub bardziej sen­sowne kam­panie, które mają real­ny wpływ na czyjś los. Pomogliśmy pewnym dzieci­akom w pow­ięk­sze­niu rodziny o psa (które­go obiecał im ich tata po tym, jak zdobędą mil­ion lajków pod prośbą o pomoc w tej spraw­ie). Pomogliśmy pewnej nauczy­ciel­ce udowod­nić jej uczniom jak szy­bko mogą rozprzestrzeni­ać się treś­ci w internecie (i jak mogą zacząć żyć włas­nym życiem). Ale najwięk­sze wraże­nie zro­biła na mnie his­to­ria pary Polaków, która za pomocą Face­booka odnalazła Sook­ie czyli bez­dom­ną… suczkę, która przyk­leiła się do nich w trak­cie ich urlopu w Gruzji (cała his­to­ria do przeczy­ta­nia tutaj). Aktu­al­nie dopeł­ni­ane są wszelkie for­mal­noś­ci mające na celu sprowadze­nie psiska do Pol­ski.

sookie2

 

Wszys­tko wskazu­je na to, że za chwilę ta pomoc przes­tanie być tylko wirtu­al­na. Kilka miesię­cy temu szwedzki UNICEF ruszył z kam­panią pod hasłem „Lajki nie ratu­ją żyć” („Likes don’t save lives”).

Face­book postanow­ił wziąć to sobie do ser­ca. W listopadzie, udostęp­ni­a­jąc spec­jal­ną funkcjon­al­ność, umożli­wili wspar­cie ofi­ar tafju­na na Fil­ip­inach za pomocą przekaza­nia dotacji z poziomu fanpage’a Czer­wone­go Krzyża. W połowie grud­nia opub­likowali infor­ma­cję, że przy­cisk “Donate Now” od ter­az dostęp­ny będzie dla orga­ni­za­cji non-prof­it (nieste­ty niedostęp­ne jeszcze w Polsce).

Tworzymy historię

omg

To był dobry czas dla innowa­cyjny­ch przed­siębior­ców.

Brand24 Sad­owskiego i Wnukiewicza w mar­cu rozpoczęło między­nar­o­dową ekspan­sję (star­tu­jąc na rynku indonezyjskim, ) i w końcu zaczęło być dostrze­gane poza naszymi grani­cami.

Neu­roOn zebrało 100k dolarów, o które wnioskowali na Kick­starterze w prze­ciągu niecałej doby. Aktu­al­nie, na 13 dni przed końcem zbiórki, udało im się zgro­madz­ić pon­ad mil­ion zło­ty­ch.

Esti­mote w grud­niu ogłosiło, że pier­wszej rundzie finan­sowa­nia udało im się pozyskać pon­ad trzy mil­iony dolarów na rozwój swo­je­go pro­duk­tu.

I ten ostat­ni news jest z moje­go punk­tu widzenia (kamieni­ca w cen­trum Krakowa) najbardziej pozy­ty­wną infor­ma­cją. Zaw­iązana kilka tygod­ni temu na jed­nym z bar­cam­pów inic­jaty­wa #OMGKRK mają­ca na celu akty­wiz­ować młody­ch przed­siębior­ców związany­ch z branżą inter­ne­tową udowad­nia to, co wielu z nas przeczuwało od dosyć daw­na.

Duże rzeczy dzieją się tu i ter­az. Jesteśmy w odpowied­nim cza­sie i w odpowied­nim miejs­cu.

I moc­no wierzę w to, że w kole­jny­ch miesią­cach Kraków zaz­naczy się jeszcze moc­niej na branżowej mapie świata.

—–

Przeczy­taj również moje muzy­czne pod­sumowanie 2013 roku.